Proszę powiedzieć kilka słów o sobie…

Nazywam się Tomasz Kujawski. Obecnie pracuję w Szwecji – wracam tam czwartego kwietnia. Swoją przygodę z rysunkiem zacząłem w przedszkolu.

Co Pan konkretnie rysuje?

Właściwie wszystko. Dużo rzeczy robię na zamówienie, więc nie raz się męczę.

W jakiej formie Pan tworzy?

Od zwykłego rysunku, prostej kreski ołówkiem, poprzez akwarelę, pastel, olej…

Pamięta Pan swoją pierwszą pracę, rysunek?

Taak, to były słynne wtedy naszywki metalowców. Wtedy się nosiło takie coś, a nigdzie nie można było kupić. Trochę tego wówczas sprzedałem. Udało mi się też nawet stworzyć okładkę – wtedy jeszcze były kasety – pewnego chojnickiego zespołu.

Ile Pan miał wtedy lat?

Siedemnaście, byłem w technikum.

Jest Pan samoukiem?

Jestem samoukiem. Nie zdałem do liceum plastycznego w Bydgoszczy, dlatego poszedłem do technikum. Trochę się przez to zniechęciłem.

Ale…?

Zawsze korciło. Okładki płyt metalowych… to zawsze mi się podobało.

Ktoś Pana zachęcał?

Tak, właściwie cała rodzina. Mój wujek też ładnie rysuje, maluje i kiedyś pokazał mi kilka rzeczy i technik związanych z rysowaniem…

Ma Pan więc talent wrodzony i nabyty…

Można tak powiedzieć.

Jakieś Pana największe osiągnięcie artystyczne?

Nie ma jeszcze. Wszystko przede mną.

A miał Pan jakieś wystawy?

Nie. I nie chciałbym mieć, bo to jest ciężka sprawa. Po pierwsze, nie ma mnie tutaj w Polsce na co dzień, więc trudno zorganizować cokolwiek, a po drugie – może zabrzmi to nieco nieskromnie – ale zawsze, jak coś stworzę, to zaraz jest to gdzieś sprzedane.

Gdzie szuka Pan natchnienia?

Moją główną inspiracją jest Beksiński. Właściwie jest to malarstwo, które mnie teraz kręci. Ale na drugim biegunie – Wojciech Kossak. Może trochę dziwne zestawienie, ale tak jest. Ja też często kopiuję obrazy. I gdybym miał kopiować już do końca życia – to właśnie Beksińskiego i Kossaka. Malarstwo polskie to jest to.

Jakieś inne formy sztuki Pana interesują?

Muzyka na pewno. Kiedyś grałem trochę na perkusji…

Jakiej muzyki Pan słucha?

Tzw. mocnego brzmienia…

Przy takiej muzyce Pan pracuje?

Zdarza się, ale wolę ciszę.

Ma Pan swoją pracownię?

Nie, jeszcze nie. Pracuję nad tym – chcę zaadoptować piwnicę. Sztaluga, dużo farb… i ja. Ewentualnie – jakieś reprodukcje, oczywiście Beksińskiego i Kossaka.

Jak Pan ocenia infrastrukturę artystyczną Chojnic?

W Chojnicach jest trochę słabo na płaszczyźnie kultury. Zdecydowanie więcej powinno się tutaj dziać.

A gdzie się Pan zaopatruje w akcesoria plastyczne?

No właśnie w Chojnicach jest z tym problem. Więc przede wszystkim internet. Ale też od czasu do czasu wujek mi coś
przywozi…

Ma Pan jakieś plany artystyczne?

Rozwijać się, cały czas się rozwijać… Rysować i malować…

Pracuje Pan teraz nad czymś?

Tak, dostałem duże zamówienie. Obraz będzie się składał z dziewięciu części – a więc bardzo duży format. Jest pewien człowiek, któremu namalowałem już coś takiego. To wisi u niego w domu i wszyscy chcą to kupować. Więc zamówił drugą część. To jest praca malowana suchymi pastelami.

Rozpoczął Pan już prace?

Nie, ciągle myślę. Mam w głowie duży mętlik. Pan, który zamówił ten obraz też uwielbia Beksińskiego i ta moja praca ma być takim nawiązaniem. To ma być moja praca, ale inspirowana Beksińskim.

Prowadzi Pan jakąś statystykę, ile obrazów zostało sprzedanych?

Nie, nie, niee. Nie prowadzę statystyk i też nie nazywam obrazów.

Pamięta Pan swoją najtrudniejszą pracę?

Tak, to właśnie ten wielki obraz, który po raz pierwszy namalowałem dla tego Pana, dla którego teraz ponownie maluję.

Jak długo maluje Pan swoje prace? Przeciętnie…

To zależy, czy to jest rysunek, czy grafika. Grafikę Chojnic – namalowałbym w dwie godzinki. A najdłużej pracowałem nad swoim obrazem – nawet pół roku.

Chciałby Pan coś przekazać chojniczanom?

Na pewno życzę udanych Świąt Wielkanocnych… I więcej wyobraźni – w każdym aspekcie.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *