Bernadeta Klunder

Bernadeta Klunder jest lekarzem chorób wewnętrznych i medycyny paliatywnej w Chojnicach. Od ponad dwudziestu lat udziela się charytatywnie w Domowym Hospicjum.

Jakie to uczucie, kiedy pomaga się na co dzień?

Trudne pytanie. Ja traktuję to jako coś zwykłego, normalnego, naturalnego. Nie jako wielką rzecz. Po prostu, bez kierowania się jakimiś szczytnymi celami – chociaż one oczywiście są. Miło jest, kiedy pomoc jest doceniana.

Można powiedzieć, że pomaganie jest pasją?

Tak, oczywiście. Myślę, że tak.

Taka pasja… może być zaraźliwa?

Jak najbardziej. Ja mam coraz więcej ludzi koło siebie, u których też pojawiła się taka sama potrzeba pomagania innym.

Kiedy położono tę pierwszą przysłowiową cegłę hospicjum?

Ja pracuję w hospicjum prawie dwadzieścia pięć lat. To się zaczęło od takiego Hospicjum Domowego, które stworzył ksiądz Henryk Cyrzan, tutaj przy parafii Zwiastowania Najświętszej Marii Panny, z państwem Stachowicz. I wówczas zaczęło funkcjonować w charakterze właśnie hospicjum domowego. Później różne były nasze dzie- je. Ostatecznie stwierdziliśmy, że potrzebujemy takiego budynku. A takie pierwsze podwaliny rozpoczęto w paździer- niku 2014 roku – wtedy zaczęły się prace rozbiórkowe. Potem była budowa, a potem przerwa na zbieranie pieniędzy. W pewnym momencie hospic- jum przestało być wolontariatem, bo pojawiły się takie administracyjne wymogi. Wiadomo, że żeby zająć się pacjentem , trzeba czasami wypisać receptę, czy skierowanie. Więc dalej jest to stowarzyszenie, ale też funkcjonujące w ramach NFZ.

Z czyjej inicjatywy powstało Towarzystwo Przyjaciół Hospicjum?

Powstało w 2005 roku. Pomysłodawczyniami była dr Małgorzata Kaczmarek, Mirela Sikorska, Hanna Toda i ja.

Jak znalazła się Pani w tym miejscu?

Ksiądz Cyrzan sprawował pieczę nad hospicjum, a ja byłam wtedy młodym lekarzem. Zaczęłam pracować tam jako wolon- tariusz. Jeszcze na studiach miałam kontakt z hospicjum domowym w Gdańsku, więc to były już takie pierwsze kroki w tym kierunku.

W jakim terminie jest przewidywane zakończenie prac?

Wszystko zależy tak naprawdę od funduszy.

Jak można wspomóc hospicjum?

Można działać w wolontariacie – można się zgłosić do naszego biura. Jest czynne w poniedziałki od godziny 13:30 we Wszechnicy. Można też wspomóc jakimiś drobnymi datkami albo można też wziąć udział w różnych akcjach charytatywnych. Ostatnio sprzedawaliśmy znicze na akcji „Znicz”. Teraz też organizujemy Bal Cha- rytatywny, który odbędzie się 10 lutego, o godzinie 19:00 w sali bankietowej GASTOM w Chojnicach, przy ulicy Skła- dowej 5. Zapraszamy wszystkich chętnych.

Ile jest takich imprez i akcji w ciągu roku?

Są to cykliczne imprezy. W stałym składzie jest akcja „Aniołowo” – zawsze w pierwszą niedzielę po Bożym Ciele, znicze sprzedajemy oczywiście przed Świętem Zmarłych, no i Bal Charytatywny odbywa się w czasie karnawału. Są więc takie trzy główne imprezy. Czasami oczywiście organizowane są jakieś dodatkowe wydarzenia. Zawsze starali- śmy się organizować w październiku jakiś koncert, podczas dni opieki paliatywnej.

Są jakieś inne organizacje, stowarzyszenia, hospicja, które współpracują?

Współpracujemy z Warsztatami Terapii Zajęciowej. Dzięki temu pozyskujemy dużo rzeczy np. na aukcje. Od pół roku współpracujemy też na Facebooku z panią Judytą Bork, która organizuje Bazarek dla Hospicjum. Własnoręcznie przygo-towane dzieła poddawane są licytacji na portalu i później pieniądze przelewane są na nasze konto.

Są zagwarantowane jakieś środki z NFZ?

Na budowę – nie. NFZ płaci za usługi, które się wykonuje. Pracujemy pod linią przychodni wiejskiej i opiekujemy się pacjentami. Na tę opiekę NFZ daje pieniądze, natomiast na samą budowę – nie.

Ilu wolontariuszy liczy hospicjum?

Różnie. Są młodzi wolontariusze, jest ich około czterdziestu. I są też starsi – koło dwudziestu, trzydziestu.

… a personel medyczny?

Jest nas sześciu.

Kto może zostać wolontariuszem?

Może nim zostać każdy, kto ma czas i chce pomagać. Organizujemy też dla takich osób odpowiednie szkolenie – wszy- stkiego można się dowiedzieć w naszym punkcie we Wszechnicy.

Jest zainteresowanie? Ludzie chcą pomagać?

Chcą, oczywiście, że chcą. I to w każdej grupie wiekowej.

Ilu jest podopiecznych?

W tej chwili około siedemdziesięciu.

Kim są ci ludzie?

Różnie. Przede wszystkim są to osoby dorosłe. W różnym wieku. Od młodych dorosłych – po starszych dorosłych. Dzieci w tej chwili nie mamy.

Hasło przewodnie hospicjum brzmi: „Daj siebie innym”. Czuje Pani, że je realizuje?

Hmm, nie wiem. Na pewno staram się je realizować, chociaż oczywiście różnie to wychodzi.

Pani Katarzyna Żak jest ambasadorką hospicjum… Jak do tego doszło?

Ja w tym wszystkim jakby mniej uczestniczyłam. Zajęła się tym dr Kaczmarek. Pani Żak dowiedziała się o nas od swoich znajomych, my zgłosiliśmy się do niej i ona wyraziła chęć wspierania nas.

Dogląda prac?

Taak, dogląda, przyjeżdża, sprawdza…

Kiedy była ostatnio na budowie?

Była chyba latem.

Znany jest termin jej najbliższego przyjazdu?

Może przyjedzie na Bal, ale nie obiecuję. Raz była – z mężem. Pan Cezary Żak poprowadził wówczas licytację i… myślałam wtedy, że sprzeda wszystko.

Ile osób było na Balu w ubiegłym roku?

Około dwustu osób. Ta impreza zawsze cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem.

Pani Katarzyna Żak jest wymagająca?

Można tak powiedzieć, bo jednak cały czas kontroluje prace. I oczywiście wspiera.

A Pani? Jest dla siebie wymagająca?

Różnie to bywa, chociaż myślę, że tak. Raczej tak.

Są jakieś prywatne osoby, które wspierają hospicjum? Duchowo i materialnie?

Mamy takie osoby, które regularnie przesyłają nam na konto środki. Czasami mniejsze kwoty, czasami większe.

Ludzie wyrażają podziw i szacunek dla tej inicjatywy?

Bardzo często zdarzają się sytuacje, że ludzie nam dziękują.

A włodarze miasta…?

Też pomagają, jak mogą. Pan Burmistrz udostępnił nam działkę na hospicjum. Właściwie Miasto Chojnice. Otrzymaliśmy też grant od Miasta w wysokości 389 tysięcy złotych. Tak naprawdę dzięki temu mogliśmy w ogóle rozpocząć prace. Staraliśmy się też o pieniądze unijne, ale niestety nie udało się. A nie udało się dlatego, że nie mieliśmy zagwa- rantowanej umowy z NFZ.

Ma Pani jakieś marzenie związane z tą działalnością?

Mam marzenie, żeby prace się już zakończyły. I chcielibyśmy w końcu przyjmować pacjentów w hospicjum stacjonarnym. Bo projekt jest piękny.

Jakie jest Pani życzenie noworoczne? Ogólnie i w kontekście działalności?

Na pewno, żeby wszyscy czuli się zaopiekowani i docenieni. Szczególnie pacjenci.

przez Jacek

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.