Chojnicki Sąd

Jako, iż sporo ostatnio mówi się w naszym kraju o sądownictwie, to też w sierpniowym wydaniu gazety pragnę państwu przedstawić przepiękną pocztówkę wysłaną w październiku 1907 r. z wizerunkiem chojnickiego sądu.

Pomijając sam budynek, a przechodząc do sądownictwa w Chojnicach, trzeba cofnąć się do czasów państwa krzyżackiego, bowiem pierwsze wzmianki na temat sądów (ziemskich) pochodzą już z połowy XIV wieku. Chojnice były pierwszym miastem powstałym w komturstwie człuchowskim i były naprawdę ważnym ośrodkiem, wyróżniającym się na tle regionu. Miasto posiadało nawet uprawnienia do własnym młynów, co na Pomorzu Gdańskim było zaiście wyjątkowe. To właśnie ta wyjątkowość i prestiż miasta sprawiły, iż w ówczesnym ratuszu miejskim odbywały się sądy ziemskie dla całego komturstwa człuchowskiego i obok reprezentantów rycerstwa na ławie zasiadali wyłącznie rajcy chojniccy. Co prawda dziś trudno to sobie wyobrazić, ale również w naszym mieście przez całe wieki wykonywano wyroki sądu za pośrednictwem kata poprzez ścięcie głowy. Egzekucje te podobnie jak w historycznych filmach gromadziły tłumy, mieszkańców nie tylko miasta ale też okolic. Można było nawet wykupić najlepsze widowiskowo miejsca, dzieci zwalniano od nauki a drobni sklepikarze zamykali na tę okoliczność swe kramy. Publiczna egzekucja była widowiskiem niemalże teatralnym. Skazańca wieziono na dwukołowym wozie, zamkniętego w klatce, przed wozem podążali sędziowie, za nimi kat w białych rękawiczkach a za wozem ksiądz z krzyżem w ręku. Oszalały tłum zawsze był żądny widoku krwi, nawet gdy oskarżenie brzmiało absurdalnie. Nie wiadomo ile dokładnie wykonano w Chojnicach egzekucji, wiadomo iż ostatnia miała miejsce w 1853 r. na kobiecie zamieszkałej w Kosobudach. Wiadomo też, że na ulicy Krótkiej mieściła się tzw. katownia. Czasami służyła tylko jako tymczasowy areszt do czasu odbycia kary, czasami niestety dokonywano tu nieludzkich tortur, choćby na tzw. „łożu tortur” mającym na celu przyznanie się do winy. Jak nie trudno sobie wyobrazić po takich mękach nawet niewinny przyznałby się do wszystkiego co mu zarzucają. W ówczesnych czasach kat, był profesją bardzo opłacalną. Ten oprawca skazańców był sowicie opłacany przez gminę miejską i choć nie cieszył się ogólną sympatią mieszkańców w czasie wykonywania wyroku był głównym aktorem widowiska, na które w zniecierpliwieniu czekały a potem przychodziły tłumy. Ciekawostką jest, iż na skutek śmierci kata, bądź jego starczej niedyspozycji, jego „zawód” przymusowo przejmował jego syn.

Jak widzimy, do dnia dzisiejszego sądownictwo w Polsce budzi emocje, gromadzi tłumy, całe szczęście, dzisiaj te tłumy nie domagają się krwi jak wieki temu i niech tak pozostanie.

Krystian Reszczyński

przez Jacek

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.