Dzień bez trupa dniem straconym…

Życie to film, który ma się wcześniej spełnić!
A zatem: Czy zmarli mówią?

Człowiek kontrowersyjny, nadpobudliwy, bezpośredni, niespokojny, niebywale gadatliwy, choć lubiący samotność, o interesujących poglądach na życie i otaczający świat, pewny siebie, ale i skłonny do stanów depresyjnych i jak sam o sobie mówi: „mało odważny w życiu”, zrównoważony, ale i zwariowany, żyjący stale w biegu i nieustannym stresie – po prostu człowiek składający się z przeciwieństw. Mowa o słynnym człuchowskim jasnowidzu, Krzysztofie Jackowskim. Wywiad naszej dziennikarki Magdaleny Templin z człowiekiem posiadającym dar powrotów do przeszłości oczyma umarłych oraz przepowiadającym zdarzenia mające dopiero nastąpić. Przez wielu ludzi nazywanym „czarnowidzem”, bowiem rozliczne sprawy, kwestie dostrzega w swoich wizjach mało optymistycznie, czy wręcz negatywnie. Teraz tylko dla Chojniczanina.pl Krzysztof Jackowski opowiada o swoich autobiograficznych książkach, życiu, marzeniach, nadprzyrodzonych umiejętnościach, które w jego ujęciu są zupełnie zwyczajne i proste oraz tłumaczy, czym jest śmierć.

M.T.: Skąd wybór ścieżki życiowej, którą Pan obecnie podąża?

Krzysztof Jackowski: Tak właściwie wszystko samo w moim życiu się poukładało. Nigdy nie planowałem przecież tego. Absolutnie nie miałem nawet takich aspiracji, także przypadki spowodowały, to co teraz robię. Na dzień dzisiejszy tak to wygląda, że dzień bez odnalezionego trupa jest dniem straconym. Budzę się rano i muszę mieć trupa. Z każdym trupem ja sobie coś udowadniam.

M.T.: Kim jest Pan z zawodu? Pracował Pan w swoim zawodzie?

Krzysztof Jackowski: Jestem z zawodu zwykłym pracownikiem fizycznym. Pracowałem wiele lat. Nawet jak odkryłem w sobie umiejętność jasnowidzenia. Mi nie przeszkadzało pracować fizycznie i podejmować się wykonywania wizji. Ja zaprzestałem pracować z bardzo prozaicznego powodu. A mianowicie z powodu redukcji etatów. Teraz to, co robię to jest rdzeń mojego życia, ale kiedyś w ogólne o czymś takim nie myślałem.

M.T.: Kiedy i jak odkrył Pan w sobie nadprzyrodzone umiejętności, umiejętności jasnowidzenia?

Krzysztof Jackowski: Dwadzieścia dwa lata temu odkryłem, że mam wizje. To był wieczór, paliłem papierosa i patrzyłem przez okno. Widziałem parę idącą ulicą – kobietę i mężczyznę. Szli mocno wtuleni do siebie. I ja wtedy pomyślałem, że ona od niego nagle ucieknie. Po chwili tak się faktycznie stało. Miałem wtedy dwadzieścia siedem lat. Coraz częściej zaczęły mi się podobne sytuacje powtarzać. Ja tego nie postrzegam jako coś „nadprzyrodzone”. Ja nigdy nie przypuszczałem, że ludzie zaczną się interesować tym co robię.

M.T.: Czy wykorzystuje Pan swoje umiejętności w życiu codziennym?

Krzysztof Jackowski: Nie. Zajmuję się głównie sprawami kryminalnymi, odnajdywaniem ciał zaginionych czy zmarłych osób. Nie lubię robić wizji. Zawsze strasznie się z tym ociągam. Nidy nie przepowiadałem przyszłości sobie, ani rodzinie. Zresztą moje dzieci wcale mnie nie pytają, nie proszą, żebym wykonał dla nich jakieś wizje.

M.T.: Jakimi ludźmi są Pana klienci? Z jakimi sprawami zgłaszają się najczęściej?

Krzysztof Jackowski: Zgłaszają się do mnie bardzo różni ludzie. Głównie są to osoby zniechęcone nieudanymi próbami poszukiwania ich bliskich przez policję i ja jestem jakby „ostatnią deską ratunku”. Zresztą zauważyłem w ciągu ostatnich trzech lat, że częściej przychodzą do mnie ludzie, którzy padli ofiarami reklam banków. To są niewolnicy banków, że tak powiem, ludzie kompletnie zrujnowani. A jeszcze kilka lat temu świecili działaniem, przedsiębiorczością, dawali pracę innym. Dziś są obdarci ze wszystkiego, ściga ich komornik, a oni zupełnie nie wiedzą co robić. A tak naprawdę przekrętu dopuściły się banki i rządy, zadłużając wszystko i ogłaszając kryzys. Mnóstwo ludzi wzięło przecież kredyt, żeby móc się rozwijać.

M.T.: Jakie są Pana prywatne, pozazawodowe zainteresowania? Jakie jest Pana hobby?

Krzysztof Jackowski: Ja żyję non stop zleconymi sprawami. Codziennie coś mam na głowie. Lubię czytać bardzo różne rzeczy, jednak głównie wybieram biografie, książki filozoficzne. Interesuję się astronomią, fizyką. Uwielbiam teatr. Szczególnie sztukę Tadeusza Kantora „Wielopole! Wielopole!”. On tą sztukę tak zrobił, że chodził między aktorami jako reżyser przy widowni. Ta sztuka to jest coś nieprawdopodobnego. Znam ją na pamięć.

M.T.: Jak spędza Pan czas wolny?

Krzysztof Jackowski: Czas wolny spędzam sam na ogół. Ja jestem typem samotnika. Mnie męczą jakieś takie większe spotkania i rozmowy właściwie o niczym. Raczej jestem sam. Lubię spędzać czas z Kasią – rozmawiamy na różne tematy.

M.T.: Jakie są Pana plany, marzenia?

Krzysztof Jackowski: Nie mam planów. Marzenia? (Po chwili zastanowienia:) Zawsze marzyłem, żeby pojechać do Afryki.

M.T.: Napisał Pan książkę pt. „Zmarli mówią”, będącą Pańską autobiografią. Niedawno została wydana druga jej część. Co może Pan powiedzieć naszym czytelnikom o tej lekturze?

Krzysztof Jackowski: Muszę walczyć o moje dokonania, bo to jest moje życie. Te książki to moje życie i sumienie. W nich zawarte jest wszystko co najbardziej, najgłębiej zapisało się w mojej psychice. Mają one dać coś do myślenia, do zastanowienia. Ja przez całe lata zbieram dokumenty, listy, podziękowania, gazety, różnego rodzaju dowody mojej pracy, moich sukcesów. Ja napisałem te książki, żeby scalić wszystkie swoje najważniejsze sprawy rozwiązane przede mnie. Nie jestem pisarzem, więc zdaję sobie sprawę, że nie jest ona napisana zbyt literackim stylem. Ja napisałem tak, jak umiałem. Odwzorowałem opowieści rozwiązywanych przeze mnie spraw dokładnie, stuprocentowo tak jak je widziałem, jak czułem, bez zbędnego dodawania, retuszowania. Te książki to jest taki mój testament. Być może napisałem to dość chaotycznie, jednak takie właśnie jest moje życie i takie też są wizje, jak urwane momenty. Jak kiedyś umrę, bo umrę – innej opcji nie ma, to pozostanie po mnie udokumentowana historia, oparta na autentycznych faktach. Ja nic nikomu nie narzucam, pokazałem w tych dwóch częściach mojej autobiografii mój światopogląd. Można się z nim zgadzać lub nie.

M.T.: Jak jest Pan postrzegany w swoim rodzinnym mieście, w Człuchowie?

Krzysztof Jackowski: Jestem człuchowianinem, tu się urodziłem, wychowałem, żyję i mieszkam, ale zupełnie inne podejście do mnie mają mieszkańcy Chojnic niż Człuchowa. W Chojnicach byłem zaproszony na promocję mojej książki w Bibliotece Miejskiej, byłem na promocji książki na Starym Rynku, byłem goszczony przez burmistrza. To był dla mnie zaszczyt, że zainteresował się moją praktyką, a zdaję sobie sprawę, że pan Finster mógł się narazić swoim wyborcom, bo przecież nie każdy przychylnie patrzy na moją praktykę. Pewnego dnia dzwoniła do mnie pisarka, pani Warda, która miała spotkanie z czytelnikami w człuchowskiej bibliotece. Poszedłem tam i ta pisarka prosiła o mój autograf i uścisk dłoni, zachwalając moją książkę. Byłem w szoku, bo ja tam zostałem zlekceważony. Czuję, że mieszkam w zaścianku. Specyfika polskiego narodu jest taka, że nie traktujemy się na równi. Mentalność małych miejscowości to przede wszystkim plotkarstwo. Wszyscy jesteśmy indywidualnościami. Mam wrażenie, że tutaj postrzega się moją osobę jak dziwaka. Jest mi przykro, że mnie nie lubią, bo ja wszystkim dobrze życzę. Tak już bywa, że ludzie są zawistni. Tu wszyscy myślą, że „kasiorka płynie” i jestem jakimś bogaczem. A to gruba przesada. Jasnowidzenie pozwala mi żyć, ale nie zrobiłem z siebie człowieka bogatego. Może to mój błąd? Wielu naukowców, badaczy zjawisk paranormalnych określa mnie jako jednego z najwybitniejszych jasnowidzów na świecie. A ja jestem szczęśliwy mając te swoje dwa pokoje. Człowiek powinien mieć do siebie szacunek i cenić się, bo inaczej nikt nas nie doceni. Jednakże uważam, że nikt inny tak jak Rutkowski nie potrafi tak walczyć o pieniądze. Często jestem odbierany jako cwaniak, jako idiota i jako hochsztapler, bo przecież jest gros ludzi, którzy nie wierzy temu, co robię. Ja myślałem, że to co zrobiłem przez te wszystkie lata zmieni postać rzeczy, że to udowodni prawdziwość moich wizji. Cieszę się, że po części spojrzała na mnie przychylnie nauka. Powstały na mój temat prace magisterskie i niejednokrotnie miałem wykłady na uczelniach. Jest mi niezmiernie miło, że tak dobrze sprzedała się moja książka w Człuchowie. Na człuchowskim rynku w ciągu godziny sprzedałem 280 sztuk. W księgarni Matras pani mi mówiła, że już siódmą dostawę realizują, a każda dostawa po 200 sztuk. To jest wprost nieprawdopodobne. Ostatnio dowiedziałem się z wydawnictwa, że sprzedało się w całej Polsce 100 tysięcy sztuk.

M.T.: Nad jaką sprawą obecnie Pan pracuje?

Krzysztof Jackowski: Szukam kobiety z małej wsi położonej w centralnej Polsce, która poszła na grzyby i zaginęła. Znaleziono tylko w lesie jej buty i skarpety. Zupełnie tak, jakby je tam zostawiła, tak jakby poszła spać. Zobaczymy co z tego wyniknie.

M.T.: Dziękuję uprzejmie za fascynującą i niebywale interesującą konwersację. Życzę Panu samych udanych, pomyślnych wizji oraz spełnienia w na szczeblu zawodowym i prywatnym.

Naszych czytelników gorąco zachęcam do przeczytania książki „Zmarli mówią” autorstwa Krzysztofa Jackowskiego i jego życiowej partnerki Katarzyny Świątkowskiej. Naprawdę warto poświęcić czas na tę lekturę, bowiem jest ona dowodem na istnienie innego życia od tego naszego zwykłego, prostego, ziemskiego – i dowodem na to, że istnieje życie po śmierci.

Redakcja Chojniczanin.pl
Magdalena Templin

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.