Dzień Kobiet z Maciejem Niesiołowskim

7 marca panie i panowie bawili się razem na koncercie „Z batutą i humorem po świecie”. Batutę trzymał w ręku Maciej Niesiołowski, co gwarantowało i dobrą muzykę, i dobrą atmosferę. Było jedno i drugie.

Wystąpiła Warszawska Orkiestra Kameralna Impressione oraz Milena Lange (sopran) i Maciej Madaliński (baryton). Z gitarą zawojowała scenę Wiktoria Szubelak. Już na początku było śmiesznie, bo dyrygent witał wszystkich, ale martwił się, że słuchaczy nie widzi, bo sala tonie w ciemnościach… A witał w imieniu starosty i burmistrza, których na sali nie było…Także w imieniu dyrekcji ChCK, która podobno nie chciała się pokazać z racji nie dość reprezentacyjnych garniturów. Gdy ten żart widzowie skwitowali anemicznymi oklaskami, Niesiołowski zauważył: – Takie oklaski, jakie stroje…

Feminista jak diabli

I tak już było przez cały niemal koncert. Choć mocno zakatarzony, to jednak dyrygent co chwilę rzucał jakiś dowcip czy anegdotę. Jak np. o Pawle Wawrzeckim, który będąc w trasie koncertowej z Tomaszem Stockingerem, założył w garderobie dziwnie długie spodnie, które okazały się należeć do Jana Kobuszewskiego… Nie mogło zabraknąć akcentów „kobiecych” i takiego np. wyznania. Niesiołowskiego, że jest on feministą jak diabli. Albo żydowskiego dowcipu o kobiecie, która miała wyspowiadać się swojemu mężowi na łożu śmierci, czy ich syn jest naprawdę jego. Gdy dowiaduje się, że „stara raszpla”, czyli jego żona zapłaciła z jego pieniędzy za zbliżenie młodemu sąsiadowi,oddycha z ulgą, bo jak za jego pieniądze, to synek jest jego… Były też dowcipy ze Śląska, ale jakoś Pomorzanie wszystko rozumieli.

Muzyczna mieszanka

A muzycznie koncert był mieszanką epok, stylów i form. Orkiestra zagrała i Habanerę Bizeta, i Taniec węgierski Brahmsa, ale też np. Walc nr 2 Szostakowicza. Soliści popisywali się ariami Rossiniego, Dvorzaka i Morricone. Był koci duet, ale też kawałek z musicalu „Człowiek z La Manchy”. Miło było posłuchać gitary w II cz. Koncertu de Aranjuez Rodriga czy Libertanga Piazzoli. Zaskoczeniem były takie pozycje, jak „To były piękne dni” Borisa Fomina czy „Oczy czarne”, które choć bardzo popularne, niezbyt często są grywane w takim zestawieniu.
W sumie nie do końca stereotypowy koncert spodobał się słuchaczom, choć byli i tacy, którzy woleli bardziej oklepany repertuar. Mimo to wszyscy wychodzili z ChCK z uśmiechami, a o to chyba chodziło dzień przed świętem pań.

Tekst i fot. Maria Eichler

przez chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.