Edmund Piękny

O człowieku, który urodził się w 1919 roku, a wciąż aktywnie i niestrudzenie działa na rzecz chojnickiego społeczeństwa. O człowieku, który jest filantropem i mimo swego wieku żyje, by pomagać innym. To ikona chojnickiej działalności charytatywnej! Z Edmundem Pięknym, Honorowym Obywatelem Chojnic rozmawiała nasza dziennikarka Magdalena Templin.

M.T.: Jakie to uczucie być Honorowym Obywatelem Miasta Chojnice?

E.P.: Muszę pani uczciwie powiedzieć, że ja naprawdę dużo pracowałem. Zresztą mam zawsze wyrzuty sumienia czy pracując w PRL-u czy faktycznie w sumieniu jestem w porządku, bo to był przecież inny ustrój, który nie odpowiadał człowiekowi. Byliśmy przecież wszyscy wrogami tego ustroju, byliśmy tylko wykonawcami. Byłem prezesem spółdzielni budowlanej, pracowałem jako radca prawny, byłem radnym powiatowym, byłem przewodniczącym Powiatowego Komitetu Frontu Jedności Narodu, byłem prezesem Związku Kombatantów, ja stworzyłem orkiestrę dętą i salonową itd. Bardzo egoistycznie podsumuję – w zasadzie czułem, że to uznanie mi się należało. Cieszyłem się, że władza mnie uznała, bo to nie była absolutnie moja inicjatywa. Tytuł Honorowego Obywatela Chojnic to dla mnie ogromny dowód uznania.

M.T.: Czy ten tytuł zobowiązuje?

E.P.: Mocno zobowiązało mnie do nieustawania na laurach. Czułem wielką wdzięczność. Pragnąłem wciąż działać społecznie. I tak też z mojej inicjatywy powstała rada, a właściwie Klub Seniorów.

M.T.: Czy to wyróżnienie zmieniło coś w Pana życiu? Co to wyróżnienie zmieniło w Pana życiu?

E.P.: To tak jak wspomniałem stworzyliśmy Klub Seniorów. Tym stowarzyszeniem zainteresował się nawet Sejm, żeby przy burmistrzach powstawały organy doradcze-seniorzy jako fachowcy z różnych branż, którzy byli na stanowiskach (lekarze, dyrektorzy, prawnicy, przedsiębiorcy itd.). W naszym Klubie Seniora my tych ludzi mamy i to nasze towarzystwo się pięknie rozkręciło. Jest nas trzydzieści sześć osób. Spotykamy się raz w miesiącu, zawsze w czwartek, każdego czwartku po pierwszym. Przychodzi burmistrz i nam referuje problemy miasta, składa sprawozdanie, przedstawia swoje projekty i z nami konsultuje. My wysłuchujemy i wygłaszamy nasze punkty, pola widzenia.

M.T.: Jak zaczęła się Pana przygoda z Chojnicami?

E.P.: Byłem burmistrzem w Bydgoszczy Fordonie. W 1945 roku poszedłem na studia (z uwagi na to, że byłem kombatantem miałem pierwszeństwo), ale nie wszystkim się to podobało – jako burmistrz nie miałem studiować. Pewnego dnia zostałem napadnięty przez UB (Urząd Bezpieczeństwa – przyp. red.) i wywieziony pod Bydgoszcz, przy przystanku autobusowym, jakieś 2 km od domu. Po tym wypadku w 1947 r., właśnie to zdarzenie skłoniło nas do tego, że wyprowadziliśmy się z żoną do Chojnic. Dostałem potem postanowienie prokuratury i mam je do dzisiaj, że napastnicy posługiwali się sfałszowanymi legitymacjami z Urzędu Bezpieczeństwa.

M.T.: Pamięta Pan swoją pierwszą wizytę w Chojnicach? Jakie wrażenie zrobiło na Panu miasto?

E.P.: Nigdy wcześniej nie byłem w Chojnicach. W ogóle nie znałem tego miasta, ale uważam, że za ten nalot, że tyle mi krzywdy zrobiono – Chojnice to była taka rekompensata od Pana Boga. Dostałem w podarunku miejsce w Chojnicach. Bardzo miło wspominam nasze początki w Chojnicach, bo ledwo przyjechaliśmy burmistrz dał nam mieszkanie na Świerczewskiego, ja dostałem zaraz posadę, jako student pierwszego roku jako kierownik referatu prawno-administracyjnego w starostwie. Moją żonę z miejsca przyjęli do Zakładów Rybnych jako zastępcę głównego księgowego. Myśmy tu w Chojnicach naprawdę w doskonałej sytuacji się znaleźli.

M.T.: Czy nie żałował Pan nigdy decyzji o „porzuceniu” rodzinnej Bydgoszczy?

E.P.: Nie, skąd. Tak mi się odwdzięczyli… Czułem wstręt do Bydgoszczy. Nigdy nie żałowałem.

M.T.: Jakie są Pana ulubione miejsca w Chojnicach?

E.P: Od samego początku pokochałem Charzykowy i w związku z tym kupiłem tam działkę na 120 metrów kwadratowych, przy samym jeziorze. Bardzo lubię spędzać tam czas.

M.T.: Jakie są Pana najmilsze wspomnienia związane z Chojnicami?

E.P.: Muszę jedną rzecz podkreślić, że społeczeństwo chojnickie wtedy, na tamte czasy było bardzo przychylne, pomocne. Urzekająca była ta przychylność. Nie było inteligencji żadnej– sędziowie, prokuratorzy byli głównie ze Starogardu. A mnie przyjęto jako wielkiego, wykształconego człowieka, więc ja byłem dumny, że powierzają mi takie stanowisko i zostały stworzone mi takie warunki. Serdeczność ludzi, serdeczność władz, przychylność społeczeństwa bardzo miło wspominam. Tutaj bardzo dużo ludzi udzielało się w Chojnicach w czynach społecznych. Widoczna jest tutaj wielka ofiarność, jeden drugiego zawsze wspierał.

M.T.: Chojnice – wczoraj i dziś (kiedyś i teraz)… Jak ta kwestia wygląda z perspektywy czasu Pana zdaniem?

E.P.: Łeeeee, proszę pani. Kolosalne zmiany. Wtedy było sześćdziesiąt procent bez kanalizacji, bez wodociągów, wszystko poniszczone było. Ale bardzo szybko powstały zakłady mięsne, zakłady rybne. Wtedy ludzie bez wykształcenia zajmowali wysokie stanowiska. Nie było ludzi z wykształceniem. Tamci ludzie byli solidarni, zharmonizowani, jeden drugiemu pomagał, a dzisiejsi często się skarżą. Teraz to mamy dobrego, energicznego, rzeczowego burmistrza. Z roku na rok widać zmiany. Teraz miasto zupełnie inaczej funkcjonuje.

M.T.: Uwielbia Pan podróże… Jaki kraj chciałby Pan jeszcze zobaczyć? A który z tych już odwiedzonych zrobił na Panu największe wspomnienie? Którą podróż wspomina Pan najlepiej?

E.P.: Już marzeń żadnych nie mam, żeby jakiś kraj jeszcze zobaczyć, bo gdzie chciałam tam już wszędzie byłem (śmiech). To, co zobaczyłem już mi w sumie starczy. Najlepiej wspominam pobyt na Maderze. Tam mnie pokierował Józio Piłsudski, bo pomyślałem sobie – jak on był na Maderze to dlaczego ja nie miałbym tam być (śmiech).  Tam byłem zaskoczony gościnnością. Moje urodziny piątego sierpnia przypadały akurat podczas pobytu na Maderze i kiedy wchodziliśmy do restauracji z żoną witano nas radośnie z orkiestrą, był przygotowany uroczysty stół i na całej sali wszystkim rozdawano szampana i śpiewano po angielsku „Sto lat”. Coś pięknego. Poza tym w moich podróżach kierowałem się dużo Ojcem Świętym. We wszystkich krajach byłem tam, gdzie Ojciec Święty, nawet w Meksyku, Ameryce. W Kanadzie jeszcze nie byłem, ale podobno mam być jeszcze, bo znajomy nas serdecznie zaprasza i chce nas tam widzieć, więc kto wie…

M.T.: Jak spędza Pan czas wolny? Ma Pan teraz dużo czasu wolnego czy wciąż jest Pan aktywny? Jakie są Pana aktualne zainteresowania, hobby?

E.P.: Ja wciąż nie mam czasu wolnego (śmiech)! Dla mnie czas wolny jest tylko latem, wtedy po pracy jadę do Charzyków. Jako społecznik jestem stale aktywny. Prowadzę stowarzyszenie seniorów – Klub Seniora i w dalszym ciągu jestem pełnomocnikiem burmistrza do kontaktów zagranicznych. Lubię życie kulturalne, wyjazdy do opery do Bydgoszczy, do teatru muzycznego do Gdyni, spotkania towarzyskie w gronie członków Klubu Seniora. Mieliśmy wieczorek opłatkowy, teraz organizujemy potańcówkę na zakończenie karnawału. Mój wiek w niczym mnie nie ogranicza.

M.T.: Skąd w Panu żyłka społecznika?

E.P.: Na pierwszym miejscu to zasługa szkoły. Na moim nazwisku robiłem reklamy (śmieje się). Pani w szkole wyznaczyła mnie, żebym pilnował dziennika, otwierał okna w klasie, dbał o porządek i o to, żeby wszyscy grzecznie wchodzili i wychodzili z klasy. Czułem się zobowiązany. Chciałem się z tego dobrze wywiązać. A tak naprawdę świat, biedę oraz ludzi potrzebujących poznałem w gimnazjum. Jako sołtys klasowy organizowałem akcje charytatywne dla potrzebujących. Cieszyły mnie akcje społeczne. Zawsze miałem mnóstwo energii i chęci, by zbierać jakieś dary i rozdawać je innym. Pamiętam nawet, że była kiedyś taka akcja, że przynosiliśmy do szkoły dwie porcje na drugie śniadanie i oddawaliśmy jedną porcję dla biednych dzieci ze szkoły powszechnej w Bydgoszczy. To mnie tak włączyło do pracy społecznej. A przy tym nauczyło dostrzegać potrzebujących i działać.

M.T.: Czy nazwisko aż tak mocno zobowiązało Pana do pięknych czynów, działań?

E.P.: (śmiech) Może faktycznie coś w tym jest? Tak zupełnie szczerze powiem – byłbym nieczysty w sumieniu, że czegoś nie załatwiłem tak jak należy. Nie lubię niezałatwionych spraw. Mnie zachęca uczciwość. Działanie napędza mnie do życia, dodaje mi energii i wigoru. Buduje mnie pomoc innym. Po prostu lubię pomagać, tak zwyczajnie…

M. T.: Dziękuję uprzejmie za rozmowę. Szalenie miło było mi Pana poznać. Nie do wiary, że są jeszcze na świecie tacy ludzie jak Pan…

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.