Globtroterka w podróży. Cuba

Wycieczkę na Kubę przekładałam, a właściwie przekładaliśmy z mężem, od wielu lat. Tak się składało dotychczas, że ostatecznie wyjeżdżaliśmy w inny rejon świata, ale gdzieś w głębi duszy ciągnęło nas do tej niewielkiej, malowniczej karaibskiej wyspy. W końcu uznaliśmy, że albo teraz, albo wcale, gdyż chcemy zobaczyć jeszcze Kubę przed wielkimi zmianami, które zbliżają się nieuchronnie. Dołączyliśmy więc do 3 mln turystów odwiedzających kraj braci Castro w 2015 roku, który po latach międzynarodowej izolacji staje się turystyczną mekką, dla odwiedzających ją podróżnych z całego świata. Dla nas również była jubileuszową 50 wyprawą na krańce świata.

Kuba to dawna hiszpańska kolonia, zdobyta przez Krzysztofa Kolumba w 1492 roku, po 270 latach ponownie zdobyta przez Anglię, która po roku oddała ją Hiszpanii za Florydę. To czas, w którym Kuba staje się krajem uzależnionym od Stanów Zjednoczonych na wiele, wiele lat, co w przyszłości doprowadzi do wybuchu powstania na Kubie. Po tym krótkim wprowadzeniu wróćmy do teraźniejszości.

Lot z Warszawy do Hawany trwa 13h. Po wylądowaniu mamy wrażenie, że cofamy się do komunistycznej Polski lat 60,70, kto lubi takie klimaty czuje się tu jak w raju. Nam wszystko wydaje się siermiężne, wręcz nierealne. Od razu po wyjściu z samolotu mamy zetknięcie z „opiekunem” tj. przedstawicielem policji politycznej, który dba o to abyśmy mieli „prawidłowy i jedynie słuszny” obraz Kuby, ów „opiekun” będzie z nami przez cały 16-dniowy pobyt. Kuba wita nas wspaniałą pogodą, zachwyca nas to, mając na uwadze, że w Polsce grudzień i -10 st. C Zwiedzanie rozpoczynamy od stolicy – Hawany. Sercem Hawany, a właściwie jej nowej części, jest Plac Rewolucji. Obowiązkiem każdego odwiedzającego Kubę jest wizyta w tym miejscu. Nam przed oczami „przewijają” się wielogodzinne przemówienia Fidela Castro, wielbiącego ideały „Wielkiej Rewolucji”, które nieraz mogliśmy w migawkach zobaczyć w polskiej telewizji. Plac robi przygnębiające wrażenie, wiele tu propagandowych bilbordów, ze „złotymi” myślami Fidela Castro i Che Guewary, drugiego co wielkości wielkiego myśliciela – rewolucjonisty.

Na drodze naszego zwiedzania mijamy Kapitol, zaprojektowany na wzór słynnego budynku z Waszyngtonu, zachwyca nas zabytkowy plac de San Francisco i fontanna wybudowana na wzór tej w Granadzie. Idziemy na Stary Plac, gdzie w przeszłości odbywały się słynne corridy, fiesty i targi niewolników. Wędrując po Hawanie nie sposób nie wejść do słynnego baru „El Frioridita”, który w przeszłości upodobał sobie Ernest Hemingway. Tak kosztujemy daiquri specjal wg. receptury Mistrza, sącząc ten wspaniały napój czujemy, że jesteśmy w raju. Wieczór to czas fantastycznej Rewii Tropicana, gdzie piękne, kubańskie tancerki zawładają umysłami gości. Następny dzień rozpoczynamy od wizyty w Muzeum Rewolucji. Muzeum utworzono wkrótce po wybuchu rewolucji i znajduje się w dawnym Pałacu Prezydenckim, w którym urzędowali wszyscy przedrewolucyjni kubańscy prezydenci od Menocola do Batisty. Przewodnik nas oprowadzający dostaje ekstazy opowiadając o wspaniałym i dzielnym Fidelu, potędze socjalizmu i obrzydliwym, zgniłym zachodzie. Po tak silnej indoktrynacji marzymy tylko o szklaneczce rumu, co też w praktyce realizujemy, jako przeciwwagę w dalszą część zwiedzania udajemy się do dzielnicy Miramar i Cubanacan, dawnej dzielnicy bogaczy i tu dalsza indoktrynacja, i przypomnienie „złych” czasów rządów przedrewolucyjnych Batisty.

Kuba przed rewolucją była „prawdziwym eldorado” dla gospodarki USA, gdyż większość ziem cukrowych , kopalń i gospodarstw rolnych należało do spółek amerykańskich, gdzie Kubańczycy pracowali za głodowe stawki, co również było przyczynkiem do rozpoczęcia rewolucji. Podkreślane jest to szczególnie w dwóch miejscach, słynnej „Zatoce Świń”, gdzie na początku lat 60-tych XX w. ważyły się losy świata oraz przejeżdżając obok słynnego więzienia w Guantanamo.

Następny punkt naszego programu jest szalenie przez nas wyczekiwany, udajemy się do legendarnego domu Hemingwaya. Dom ma ciekawy, acz rewolucyjny klimat. Ogród nas zachwyca, można w nim poczuć ducha wielkiego pisarza. Dumnie panoszą się tu uwielbiane przez Mistrza koty. Hemingway uwielbiał Kubę, mieszkał w Hawanie przez ponad 20 lat. Uwiecznił również Kubę , jako miejsce akcji kilku swoich utworów m.in. „Stary człowiek i morze” /1952/ i co najważniejsze do dzisiaj jest ukochanym „Jankesem” Kubańczyków o którym pieszczotliwie mówili „Ernesto” bądź „Papa”, jako ciekawostkę warto dodać, iż wielu najsławniejszych pisarzy i aktorów tamtych lat odbywało „pielgrzymki” do domu Mistrza, towarzysząc mu często w połowach marlinów na jego luksusowym jachcie „Pilar”.

Każdy wieczór w Hawanie upływa nam na wspaniałej zabawie. Kulminacją jest wieczór w legendarnym klubie muzycznym Buena Vista Social Club, którego szczyt popularności przypada na lata 40 minionego wieku. Do tańca i śpiewu zagrzewają nas muzycy, których średnia wieku wynosi 80+, a solówka w wykonaniu blisko 100-letniej divy wbija nas w ziemię z zachwytu. Sala szaleje, a międzynarodowe audytorium sącząc rum i paląc najlepsze na świecie cygara śpiewa i tańczy z artystami. Ma się ochotę powiedzieć „chwilo trwaj”.

Po kilku dniach w Hawanie udajemy się w głąb wyspy. Po drodze podziwiamy piękną przyrodę, w szczególności majestatyczne palmy królewskie i wiele odmian kaktusowatych. Na naszej drodze znajduje się m.in. legendarny Trynidad. Miasto wpisane na listę UNESCO. To najbardziej typowe i najlepiej zachowane kolonialne miasto Kuby. Miasto często nazywane jest „Perłą Południa”, tu nikt się nie spieszy, życie biegnie cudownie wolno, luz i spokój udziela się również nam. Tak jak na całej wyspie, również i tu dużo pięknych, zabytkowych samochodów, które robią oszałamiające wrażenie, przypominając nieuchronnie minioną epokę. Przemierzając wyspę, nie sposób nie zauważyć , że wokół rozpościerają się plantacje trzciny cukrowej, wioski zamieszkałe przez potomków niewolników i pałace baronów cukrowych. Jadąc dalej trafiamy do Santiago de Cuba, drugiego co do wielkości miasta i portu Kuby w jej południowowschodniej części. Miasta pięknie położonego u podnóża gór Sierra Maestra, gdzie na uwagę zasługuje XVI – wieczna forteca El Morro i kościół El Cobre i tak jak na całej wyspie piękne zabytki okresu kolonialnego.

Będąc 16 dni na Kubie przypatrywaliśmy się życiu zwykłych mieszkańców. Jest ono trudne patrząc na to oczami człowieka Zachodu. Wszędzie wokół widzimy kilometrowe kolejki, w których stoją Kubańczycy po najpotrzebniejsze artykuły spożywcze i higieniczne. Pustki sklepowe dla wielu turystów z Zachodu to atrakcja, ale dla Kubańczyka to prawdziwe, trudne, wręcz bardzo trudne życie. To walka każdego dnia o przetrwanie. Przerażają zbyt małe porcje żywnościowe, narzucone przez władze, braki wody, paliwa, z którymi mieszkańcy borykają się każdego dnia. Zewsząd wyziera wszechogarniająca bieda, przygnębienie i apatia z wyłączeniem funkcjonariuszy aparatu represji i ich rodzin, którym żyje się wyjątkowo dobrze wg. zasady „nasi mają dobrze”. Taj jak w Polsce w latach 80-tych był kartki żywnościowe, tak na Kubie obowiązuje książeczka żywnościowa. Standardowa racja żywieniowa dla przeciętnego Kubańczyka to zaledwie 3 kg ryżu i cukru, 6 jaj, 7 bułek, 125 gramów kaszy, garść suszonej fasoli i tyle samo mięsa najczęściej przemieszanego z soją. Opisane racje żywnościowe mają wystarczyć na miesiąc, w rzeczywistości wystarczają na tydzień. Należy nadmienić, że na Kubie obowiązują 2 waluty tj. peso wymienialne i peso narodowe, a ceny dla cudzoziemców są zatrważająco wysokie . Naocznie przekonaliśmy się jakim szczytem luksusu jest aspiryna czy rolka papieru toaletowego. Przeciętny Kubańczyk zarabia 16 dolarów, a emeryt 9.

Po objeździe wyspy mamy czas na odpoczynek. Przyjeżdżamy do Varadero, to współczesny raj na ziemi, gdzie do niedawna reżim Castro zabraniał wstępu Kubańczykom na plaże, które były zarezerwowane tylko dla cudzoziemców, a poziom luksusu w ośrodkach wypoczynkowych to szczyt nienaturalnego przepychu, który tak bardzo kontrastuje z tym co widzieliśmy poprzednio. Nikt z turystów nie przechodzi obojętnie obok widoku niesamowitego, szmaragdowego morza i jedwabistego piasku pod stopami. My jednak nie zapominamy pławiąc się w tym luksusie o rządach Castro i prześladowaniu Kubańczyków. Nie możemy uwierzyć, iż przeciętny Kubańczyk wołowinę jada raz do roku w okresie świąt Bożego Narodzenia. Każda krowa rejestrowana jest przez odpowiedni urząd i podlega kontrolowanemu ubojowi. Za zabicie rządowej krowy grozi kara więzienia od 15 do 20 lat. Dla porównania za zabicie człowieka kara wynosi 10-15 lat. Wołowina trafia głównie na stoły dla turystów w rządowych hotelach i restauracjach. Nas w zdumienie wprawia również absurdalne prawo, które nakazuje, posiadaczowi prywatnego auta obowiązek zabrania autostopowicza. Na wyjeździe z miasta znajduje się przystanek funkcjonariusza rządowego, który to rozsadza autostopowiczów w samochodach. Dla nas miłe dla oka, jest spotykanie na drodze polskiego malucha i dużego fiata. Wozy te cieszą się dużym uznaniem wśród Kubańczyków.

Z zainteresowaniem odwiedzamy miejscowe sklepy, gdzie dziwią nas ceny poszczególnych artykułów, które z zestawieniem z mizerią płacową robią wstrząsające wrażenie, przykładowe ceny: bluzka – 15- 20 euro, oryginale buty – 90 euro, spodnie – 20 euro, telewizor 14 – calowy 200 euro.

Podsumowując wyprawę na Kubę należy stwierdzić, iż to kraj wielu kontrastów. Rewolucja nie uchroniła ludzi od biedy, niekiedy wręcz skrajnej, nie doprowadziła do równości społecznej, o której tyle mówiono przed dojściem Castro do władzy /1.1.1959/. Castro, który miał się stać Mesjaszem, tak naprawdę zniewolił tylko umysły Kubańczyków nierealnymi mirażami, na szczęście nie wszystkich. Opozycja coraz śmielej ponosi głowę, a świat postanowił jednak poczekać na naturalny koniec dyktatora, który w tym roku kończy 90 lat i spokojnie patrzy na rządy jego brata Raula. Obecnie jesteśmy świadkami historycznego wydarzenia, gdyż Kubę po 90 latach odwiedza przywódca najpotęż- niejszego mocarstwa świata Barack Obama, a 25.03 w Hawanie gościć będzie legendarna grupa rockowa The Rolling Stones.

Czy poleciłabym innym wyjazd na Kubę, na tę rajską, karaibską wyspę? Powiedziałabym tak, zobaczyć warto, ale jeżeli można wybrać innym karaibski kraj, to ja stawiam na Meksyk i jego Wielką Konkwistę …. ale to już na inną opowieść….

Danuta Kurek

przez Jacek

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.