Globtroterka w podróży. Meksyk

W jednym z wcześniejszym numerów „Chojniczanina” opisałam wyprawę na Kubę, w nim również zachęcałam do odwiedzenia innego wspaniałego kraju – Meksyku i zatopienia się w jego „Wielką Konkwistę” oraz poznania bliżej świata Majów i Azteków. Ta wyprawa była jedną z krótszych, trwała raptem tylko 16 dni, ale w pamięci i sercu pozostanie na zawsze.

Meksyk odwiedzamy w grudniu 2014 roku. Polska żegna nas mrozem, a Meksyk wita gorącym powietrzem. Podczas 12h lotu czytam o historii kraju, tak bardzo dotkniętego i okaleczonego przez najeźdźców – Hiszpanów, którzy zajmowali liczne wyspy na Karaibach. Miało to na celu wzmocnienie handlu z Chińczykami, o których wówczas myślano, że znajdują się w pobliżu. Po zejściu na ląd Hiszpanie natrafili na bardzo agresywne plemię Mayów, z którymi stoczyli walkę. Jednocześnie do Hiszpanii docierają wieści o niezmierzonym bogactwie tego jak określają „dzikiego plemienia”. Hiszpańscy Konkwistadorzy z ogromną zawziętością niszczyli każdy przejaw kultury Mayów i Azteków. Systematycznie dokonując zagłady rdzennej ludności. W latach 1519 -1565 liczba ludności spadła z 25 do 2,5 mln ludzi. Hiszpanom nigdy jednak nie udało się całkowicie wyplenić miejscowej kultury.

Zwiedzanie Meksyku rozpoczynamy od stolicy Mexico City /lista UNESCO/. Hiszpanie pozostawili po sobie perły zabudowy kolonialnej, przepiękne kościoły, pałace, a także brukowe ulice. Nas zachwyca Pałac Narodowy z przepięknymi freskami Diego Riviery oraz Muzeum Antropologiczne z olbrzymimi zbiorami przedmiotów kultury prekolumbijskiej. Na naszej trasie przejazd do dzielnicy Xocililco, słynnej z największego w stolicy targu kwiatowego oraz kanałów wodnych, gdzie przejeżdżamy ozdobnymi łodziami przy dźwiękach muzyki mariachi. Tutaj warto wspomnieć o tej wspaniałej muzyce, która rozbrzmiewa dokładnie zewsząd. Mariachi to rodzaj orkiestry, ze wspaniałym brzmieniem skrzypiec, gitar, mandoliny i trąbki. Słowo mariachi wzięło swoją nazwę od zniekształcenia francuskiego słowa „mariage” /ślub/ i do tego wszystkiego wokalista o wspaniałej barwie głosu, w wielkim kapeluszu, bo w Meksyku w kapeluszach chodzą dokładnie wszyscy, to nieodłączny element garderoby.

My dalej udajemy się na Plac Trzech Kultur, miejsca ostatniego starcia konkwistadorów i Azteków, skąd następnie jedziemy do sanktuarium Matki Boskiej z Gwadelupy, patronki obu Ameryk i Meksyku. Gwadelupa to odpowiednik polskiej Częstochowy. To miejsce ogromnego kultu Matki Boskiej, gdzie ukazała się ona Aztekowi, prostemu wieśniakowi Juanowi Diego. Jednocześnie jest to najstarsze objawienie oficjalnie uznane przez kościół katolicki. Meksykanie nawiedzają to miejsce tłumnie, całymi rodzinami, zawierzając swoje życie Najświętszej Panience. Z sanktuarium udajemy się do Teotihuacan /lista UNESCO/ – ważnego ośrodka religijnego i politycznego Azteków. Zwiedzamy Piramidy Słońca i Księżyca oraz Pierzastego Węża, które należą do największych piramid na świecie. To Mayowi i Aztekowie w kwestiach astronomii, matematyki, fizyki przewyższali wszystkie inne cywilizacje.

Meksyk to także wspaniała przyroda, warto wspomnieć, iż 80% terytorium Meksyku pokrywają góry Sierra Madre oraz zachwycające rezerwaty przyrody. Meksyk uchodzi za kraj niebezpieczny, lecz my, na szczęście, tego nie doświadczamy. Wszędzie wokół radośni, życzliwi, uśmiechnięci ludzie z muzyką w sercu. Każde miasto Meksyku żyje własnym rytmem, to przede wszystkim gwar ulicy, która jest zatłoczona do granic możliwości. Huk i zgiełk, drapiący płuca smog, to normalność meksykańskich miast, ale warto powłóczyć się ulicami żeby pooglądać spieszących się do pracy ludzi i przysiąść w małej kafejce, aby posmakować i delektować się miejscową tequilą, czyli zanurzyć się w tym mieście do końca. Warto również odnaleźć miejscowy targ, aby powdychać charakterystyczne zapachy, zobaczyć wielość kolorów, posmakować tropikalnych owoców i zastanowić się, dlaczego tu jeszcze nie ma ich odpowiednika Sanepidu /hahaha, to oczywiści żart/.

Dalej ruszamy do Puebli, gdzie zwiedzamy przepiękny kościół czasów konkwisty, który zbudowany jest na jednej z największych piramid świata. Mamy cudowną widoczność i oglądamy słynną „parę wulkanów” Popocatapatl i Ixtacichuatl. Przed nami ukazuje się Monte Alban /lista UNESCO/, to starożytna stolica Zapateków, dalej Mitli – centrum religijne, a zarazem nekropolia Misteków i Zapateków.

Prawdziwa „wisienka na torcie” to zwiedzanie stanowiska archeologicznego w Palengue. To miasto opuszczone z nieznanych powodów przez Indian w X wieku, które ponownie zostało odkryte dopiero w XVIII. Ogromne wrażenie robią na nas m.in. Świątynia Inskrypcji, wspaniały pałac królewski z licznymi komnatami i korytarzami pokrytymi płaskorzeźbami, Świątynie Słońca i Krzyża, które są datowane na VIII w. z licznymi inskrypcjami. Zachwyca również Uxaml – centrum religijne Mayów, z Pałacem Gubernatora, który jest to największą budowlą prekolumbijską w Ameryce, świątynia Wróżbity oraz Czworokąt Mniszek tj. zespół budowli przypominający klasztor.

Po takiej dawce historii czas odpocząć w rezerwacie przyrody Celestun, to zarazem największy rezerwat w Meksyku, gdzie widzimy tysiące flamingów, pelikanów i kormoranów. Dla relaksu udajemy się do studni krasowych, zwanych „cudownymi basenami Mayów”, które utworzone są z w skale wapiennej, zasilane wodami gruntowymi, które są krystalicznie czyste dzięki filtracji. Kąpiel i pływanie w studni krasowej działają faktycznie cuda, zmęczenie znika błyskawicznie.

W końcu po tak intensywnym zwiedzaniu nadchodzi czas upragnionego odpoczynku. Udajemy się do Acapulco, najsłynniejszego kurortu nad Oceanem Spokojnym. To dla nas magiczny czas cudownej kanikuły. Wieczorne rejsy statkiem po zatoce i podziwianie niepowtarzalnych zachodów słońca nad Pacyfikiem, wręcz boska przyroda, na zawsze zostaną w naszej pamięci, ale to także przedsmak raju, który spotykamy w drugim kurorcie Meksyku – Cancun. Tam też spędzamy magiczny czas Bożego Narodzenia i nie dziwi już nas, że amerykański magazyn „Forbs” uznał Cancun najbardziej luksusowy kurort świata, bo uczciwie trzeba przyznać, że nigdzie nie ma takich rajskich, ciągnących się kilometrami plaż i tak egzotycznej przyrody, a zewsząd otacza nas ogromny tygiel wielokulturowości. Przez Cancun corocznie przewija się 7 mln turystów, trzeba dodać, zachwyconych turystów, dla których rząd meksykański robi wszystko, co możliwe, aby powrócili tu jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz i trzeba przyznać, że im się to udaje.

U wybrzeży Cancun, w głębi Morza Karaibskiego oglądamy największe na świecie muzeum podwodne z łodzi ze szklanym dnem i jak zwykle ciężko nam wracać do domu, ale my już w samolocie, w drodze powrotnej obmyślamy kolejną wyprawę na dalekie krańce świata, aby móc znowu powiedzieć ochoczo „ahoj przygodo”….

Danuta Kurek

przez Jacek

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.