Irmina Kaproń-Ollik. Inicjatorka kobiecej sekcji piłki nożnej Chojniczanki.

Pamiętasz, kiedy kopnęłaś pierwszą piłkę?

Jak byłam dzieckiem.

Ile miałaś wtedy lat?

Siedem, osiem. To były takie bardziej podwórkowe zabawy z piłką… Z bratem. Bo to on mnie do tego nakłonił. Jest ode mnie starszy o trzy lata. To dzięki niemu kopię, bo to on grał w piłkę i myślę, że doprowadził do tego, że ja też zaczęłam. Chciałam być taka, jak on… Był moment, że on przestał grać, a ja zaczęłam… Można powiedzieć, że się wymieniliśmy. Mój brat zawsze miał kilka pucharów na półce i ja też zawsze chciałam mieć. I teraz… moje półki uginają się od nich.

A ile masz pucharów i medali na swoich półkach?

Duużo! Ja jeszcze jeżdżę konno i biorę udział w zawodach – skaczę przez przeszkody – i mam mnóstwo pucharów i medali. Liczę je codziennie, sprawdzam, czy nic nie ubyło. Teraz musiałam dorobić półki. Pucharów mam 47, a medali nie liczę nawet. Dostawałam je za każdy turniej, za każde wyróżnienie, czy nawet za uczestnictwo. Mam cztery medale Mistrzostw Polski w Beach Soccera i to są takie najważniejsze. Wiszą na osobnej ścianie. Dwa razy brąz, srebro i Mistrz Polski.

… czyli wszystkie smaki

Taaak, wszystkie kolory i wszystkie smaki. Chociaż ten brązowy z zeszłego roku myślę, że smakuje jak złoto. Jak sobie przypomnę… wchodzę do mojego pokoju, do salonu i siedzę – mam kanapę naprzeciwko pucharów – to każdy puchar to jest takie wspomnienie. Każdy jest inny i każdy jest wywalczony całym sercem. Może jestem trochę nakręcona na tę piłkę, ale ja to kocham.

Pamiętasz pierwsze boisko, na którym zagrałaś?

Wydaje mi się, że to już kiedy grałam w klubie – tak już profesjonalnie. Bo ja zaczęłam w Red Devils grać – 5 lutego minie 10 lat. Myślę, że pierwsze boisko to hala tutaj w Chojnicach.

Jak wyglądała Twoja pierwsza koszulka?

Na mój pierwszy trening założyłam koszulkę z numerem 8. Jestem fanką Liverpoolu, od zawsze, od dziecka. I moim ulubionym piłkarzem jest Steven Gerrard. No, a pierwsza koszulka zespołowa to oczywiście Red Devils.

Na jakiej pozycji grasz?

Na hali zawsze gram na środku. Na trawie gram w pomocy – też na środku.

Jesteś zadowolona ze swojej gry? Są jakieś elementy, nad którymi popracowałabyś jeszcze?

Pewnie, zawsze każdy chce się szkolić. Myślę, że nie ma ludzi doskonałych. Ale ja poprzez treningi chcę być coraz lepsza. Nie zawsze to wychodzi, ale ciągle próbuję i mam nadzieję, że kiedyś dotrę na swój szczyt.

Jaki jest Twój największy sukces? I porażka…?

Sukces? Mistrzostwo Polski – na Beach Socerze. A porażka… myślę, że taka najbardziej bolesna to na tym Beach Socerze zawsze co roku, jak grałyśmy. Myślę, że porażką było czwarte miejsce i przegrać jedną bramką. To chyba było takie najbardziej bolesne. W zeszłym roku zajęłyśmy trzecie miejsce i ten brązowy medal smakował jak złoty. Nawet lepiej.

Jaka była Irmina na boisku? 10 lat temu i teraz?

10 lat temu na pewno była zagubiona. A teraz myślę, że wiem już, co mam robić, co potrafię i czego chcę. Kiedyś byłam kompletnie inna, niż teraz. Ciągle wierzyłam, że potrafię grać. Miałam siłę w sobie i chciałam spełniać marzenia. Udaje mi się to na każdym kroku. Jeśli ktoś mi powie, że marzenia się nie spełniają, to muszę wyprowadzić go z błędu, bo tak nie jest!! Ja zawsze chciałam zdobywać puchary, bo dla mnie puchar to uwiecznienie możliwości. Kiedy patrzę na swoje puchary w domu, to jeszcze nie dowierzam.

Kiedy trenujesz?

Wolę wieczorem albo po południu. Bo mam też problemy z zasypianiem – dużo rozmyślam i też piszę wiersze.

Piszesz wiersze??

Piszę, ale do szuflady, bo są bardzo smutne. Kiedyś zaczęłam też pisać książkę i ostatnio wzięłam ją do ręki. Przeczytałam ostatni rozdział. On dotyczył wydarzeń sprzed dwóch lat. Książka jest więc na etapie dwa lata wstecz, mogłabym jeszcze sporo dopisać. Dwa lata temu było takie moje przełomowe życie, bo wtedy też zachorowałam. Miałam kamienie na nerkach i sepsę. A sepsa oznacza wyrok. Moje nerki już nie funkcjonowały. W sumie miałam trzy zabiegi,
leżałam w szpitalu, chwilę nie trenowałam.

Miałaś pewnie wtedy długą przerwę….

Nieee, nie miałam długiej, bo byłam wtedy bardzo silna. I tydzień w szpitalu to był taki mocny tydzień, bo miałam wtedy 42 stopni gorączki, a antybiotyk nie pomagał. Wtedy się trochę przestraszyłam i pomyślałam, jak bardzo chciałabym żyć, jak dużo mam przecież jeszcze do zrobienia! Odmówiłam wtedy chyba wszystkie modlitwy, jakie tylko znałam. I ja to pamiętam, jak przez mgłę, bo byłam taka bezsilna, nie mogłam nic zrobić. Miałam sepsę, więc zakażenie całego organizmu. No i wyrok. Wtedy pojawił się pewien człowiek – Marcin Kurant. Uratował mi życie. Obecnie jest ordynatorem Oddziału Urologii w naszym szpitalu. Dzięki niemu powstał oddział i dzięki niemu wielu ludzi przeżyło. Ja nigdy nie zapomnę, kto mi podał dłoń i kto mi pomagał.

Jaka jesteś dla siebie? Zawodowo i prywatnie?

Nie wiem… Chyba dużo od siebie wymagam. Każdy mówi po turnieju, że było super, ale ja zawsze dostrzegam słabe punkty.

Powstaje drużyna Chojniczanki. Kiedy się narodziła ta inicjatywa?

Dokładnie 26 października 2017 roku. Napisałam wiadomość do Prezesa. On krótko mi odpisał, że wszystko jest do przegadania, określił datę i miejsce spotkania. Ja byłam akurat w Szwecji. To wyszło całkiem przypadkiem. Jechałam akurat na trening i ubrałam sobie bluzę Chojniczanki. I tak jakoś… chyba mnie olśniło. Pomyślałam – czemu by nie spróbować? Ja jeżdżę do Żukowa, dziewczyny jeżdżą do Tucholi. Dlaczego w takim miejscu, jak Chojnice, gdzie mamy pierwszą ligę i dobre warunki… – dlaczego nie możemy stworzyć kobiecej drużyny seniorskiej? Szczególnie, że ja już się nie łapię do tych młodszych. Na tym spotkaniu… był nie tylko Prezes, ale cały zarząd! Byłam w szoku. Opowiadałam im o moim pomyśle z taką pasją i zaangażowaniem, że oni już po pierwszych minutach wiedzieli, kto ma zostać trenerem kobiecej Chojniczanki. To ja miałam być trenerem. A chciałam po prostu grać… Tak miało być! I bardzo fajnie, że tak się stało.

Ostatnio można usłyszeć komentarze i opinie, że kobieca sekcja Chojniczanki otwiera nową kartę historii naszego miasta…

Tak, myślę, że to bardzo ważny moment dla piłki nożnej w Chojnicach. Na pewno warto promować tę dziedzinę sportu u kobiet. Bardzo się cieszę!

Jaki przedział wiekowy obejmuje drużyna seniorska?

Od czternastu lat wzwyż. Jedyną granicą są możliwości fizyczne, po prostu, jak siły pozwolą.

Ile jest zgłoszonych dziewcząt na chwilę obecną?

Aktualnie trenuję około 30 dziewczyn.

Kiedy rozpoczęły się treningi?

Czwartego stycznia. Pierwszy trening miałyśmy na hali. Trochę późna godzina, bo 20:30-22:00. Przyszło wtedy 16 dziewczyn. Na drugi trening przyszło 14. I jest taka różna rotacja. Przychodzi więcej, raz mniej. Miałyśmy parę treningów. I też miałyśmy na dworze. Teraz Orlik nam zasypało, nie można było odśnieżyć…

Jak często są te treningi?

Trzy razy w tygodniu. Poniedziałek, środa i czwartek. Poniedziałek i środa na Orliku – w godzinach 18:30-20:00. W czwartek na hali na OSiRze w godzinach 20:30-22:00.

Jakie kroki trzeba podjąć, żeby zapisać się na trening?

Wystarczy przyjść i mieć chęci. Nie mamy jakiejś selekcji. Dziewczyny przychodzą i chcą reprezentować nasz klub. A to też są młodzi kibice Chojniczanki. Więc ja zapraszam wszystkich. Po to powstaje ta drużyna, żeby też się uczyć. Ja też mam jakiś bagaż doświadczeń, więc chcę im coś przekazać. Trening czyni mistrza i myślę, że jestem dobrym dowodem na to. Na dzień dobry dostałyśmy koszulki dla dziewczyn. Żeby ich zachęcić i też, żebyśmy wyglądały ładnie, profesjonalnie. Klub zapewnia wszystko. Adidas jest naszym sponsorem. Koszulki meczowe – wszystko zapewnia klub.

Jesteś wymagająca dla dziewczyn? Bardziej, niż dla siebie?

Chyba tak… Ostatnio właśnie na treningu też mówiły, że dużo wymagam… Odpowiedziałam, że to dopiero początki… Wiem, że muszę zwolnić trochę tempo, ale mamy pół roku do ligi. Pół roku to dużo i mało. Nie wiem, zobaczymy. Mam nadzieję, że to wszystko przetrwa i dziewczyny będą dobrze przygotowane.

Stanowisko, które objęłaś wiąże się z obowiązkiem i też odpowiedzialnością…

Oczywiście. A Chojniczanka jest już teraz na takim poziomie, że też wymaga. Prestiż tego klubu jest dodatkową motywacją.

Jesteś zadowolona z chojnickich warunków na płaszczyźnie rozwoju piłki nożnej? Zmieniłabyś coś?

Myślę, że ogólnie jestem zadowolona. Ale zmieniłabym dużo… Więcej stadionów, więcej więcej Orlików, może też więcej zaangażowania ludzi, więcej zajęć piłkarskich, więcej szkółek, ogólnie więcej zajęć z piłką i więcej promowania, nagłaśniania. No i przydałby się stadion – duży, duży, ogromny! Mamy Chojniczankę, mamy Modraka, ale potrzebujemy jeszcze więcej.

Masz jakiś cel, który sobie wyznaczyłaś?

Kiedyś, jak zaczynałam grać w piłkę, to chciałam być trenerem. Potem lata mijały i nic się nie działo. Stwierdziłam, że zrobię coś swojego. Byłam trzy miesiące w Szwecji, grałam tam i niedawno wróciłam. A wróciłam, bo rzuciłam hasło z Chojniczanką i od razu mnie ściągnęli. Poza tym, nie bardzo chciałam tam zostać. Nie miałam tam zagwarantowanej przyszłości. Oczywiście miałabym lepsze perspektywy, ale poziom jest tam niewiarygodnie wysoki. Mogłam zostać i mogłam walczyć, ale to jeszcze trwałoby pewnie 3 lata, a mi lata lecą. Ja już mam 28 lat i też kiedyś chciałabym mieć przecież dzieci. Chciałabym kiedyś osiągnąć swój szczyt szczytów. Nie wiem, gdzie to będzie. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś – nawet, jak mnie już nie będzie – powie, że „Ona” była i „Ona” coś zrobiła.

Więc w tym miejscu apelujemy do włodarzy miasta…

Tak, apelujemy, apelujemy, apelujemy. Teraz to jest dla nas priorytet.

Oprócz piłki nożnej, jeździsz też konno. Te dwie dyscypliny mają coś wspólnego?

Nie, chyba nie. Jazda konna daje mi chyba takie poczucie własnej wartości, że dążę do doskonałości – tutaj właśnie indywidualnie. Mam takie poczucie, że daję radę, że wszystko ja sama muszę zrobić, że przecież nikt mi nie pomoże. W piłce nożnej jest odwrotnie – tam muszę odnaleźć się drużynowo. I tu właśnie pomagamy sobie nawzajem i to jest bardzo ważne. Piłkę nożną traktuję bardziej zawodowo, a jazda konna… – to jest po prostu pasja. Jeżdżę i nic mnie nie interesuje. Kiedy skaczę, czuję się, jakbym miała skrzydła, jakbym latała, jakbym była ptakiem, nie wiem, trudno to określić… Ale to jest niesamowite uczucie. Zawsze staram się sama do wszystkiego dążyć. Kiedy najpierw zmarła mama, a potem tata, to ja musiałam chodzić do psychologa. Ale potem powiedziałam sobie, że muszę się podnieść sama, że muszę być takim swoim psychologiem. I może też to mnie tak ukształtowało. I nie mówię, że to było łatwe, bo do dzisiaj muszę się z tym uporać. Myślę, że tak miało być i że oni są ze mnie dumni tam u góry. Chociaż nie wiem… Mój tata był zawsze taki straszny dla mnie. Zawsze pytał, ile strzeliłam goli, i zawsze było za mało. Nigdy mnie nie pochwalił. Kiedy zdobyłam Mistrza Polski, to było widać, że jest ze mnie dumny, ale nie dał tego po sobie poznać. Wiem, że ogólnie w jakimś stopniu był ze mnie dumny, ale nigdy mi tego nie powiedział.

Grasz na pozycji pomocnika. Ale w Chojniczance grasz na pozycji poza liniami boiska…

Tak, zgadza się. Staram się im pomagać, jak mogę. Czasami jednak korci mnie, żeby wejść na boisko i sama zagrać. No nie ukrywam, że stresują mnie rozgrywki. Boję się, czy sobie poradzimy, ale wierzę, że tak. Trenuj w ciszy, niech efekty robią hałas… – myślę, że to jest dobra pointa.

Media się Tobą interesują?

Taaak, teraz co chwilę ktoś dzwoni. Jestem chyba w centrum uwagi. Przedwczoraj (17 stycznia) – mogę się pochwalić – dostałam powołanie na zgrupowanie na Beach Soccera do Grembacha do Łodzi. Jadę trzeciego, czwartego marca na to zgrupowanie. To jest taki mój życiowy sukces – chyba największy, bo mnie zauważyli. Właściwie jeszcze nikt o tym nie wie, chyba tylko dwie, trzy osoby. Kiedy dostałam ten telefon, poczułam się, jakbym była 11 metrów nad niebem. Samo powołanie jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Jeżeli jest 31 powołanych zawodniczek, to ja jestem tą 31-szą. Na tym zgrupowaniu wyłonione zostanie 12 dziewczyn, które w maju polecą do Portugalii na Ligę Mistrzów. Może mi się uda. Jednak nawet, jeśli nie – to samo powołanie jest już dla mnie sporym sukcesem. To jest piasek i tam się już całkiem inaczej gra. Nie ukrywam, że jestem w szoku, że ktoś mnie zauważył i zadzwonił. Moim marzeniem zawsze było dostać się do kadry Futsalu – może ktoś tam kiedyś jeszcze mnie zauważy. Jestem dumna, że z całej Polski zostałam powołana też ja. Jest to dla mnie ważne wyróżnienie.

… wyróżnienie też dla Chojnic…

Taak, myślę, że jest to następny i bardzo ważny krok, żeby promować piłkę w naszym mieście. Bo to jest mój cel – żeby promować kobiecą piłkę nożną. W Chojnicach na razie mi się to udaje. Pod koniec sierpnia ruszamy z trzecią ligą i już słyszałam, że kibice się do nas wybierają. Myślę, że będzie bardzo fajnie. Nie chcę też zawieść publiczności. Chcę, żeby dziewczyny były dobrze przygotowane. Żeby walczyły całym sercem na boisku.

Chojniccy paparazzi nie dają Ci spokoju?

Tak! Są wszędzie! Wczoraj byłam w „Bazylii” – bo często tam jem, to w sumie taki mój drugi dom – byłam w dresie i już słyszałam za plecami, że „o! To ona!”. Dla mnie to jest trochę dziwne.

Przeszkadza Ci to?

Niee, nie przeszkadza. Aczkolwiek, lepiej, żeby nie mówili za plecami. Lepiej, żeby jednak podeszli, zagadali i porozmawiali. Ale widzę, że patrzą i szepcą. I to też jest z jednej strony miłe, bo jestem rozpoznawalna, ale z drugiej strony – trochę śmieszne.

Podobno w szkole najlepsza byłaś z w-fu, a najgorsza z matmy… To prawda?

Taaaak.

Jesteś z siebie dumna?

Czasami tak. Na przykład w zeszłym sezonie byłam dumna, że pomogłam komuś zdobyć nagrodę indywidualną. Mogłabym msama, ale to nie jest ważne. Lepiej czasami podać i niech ktoś strzeli bramkę, niż Ty będziesz królową. Tak mi się wydaje. Teraz, jak byliśmy w Tucholi na turnieju dla WOŚP, to też podałam dziewczynie, a mogłam sama strzelić. W sumie bramka różnicy, a podałam jej, żeby ona miała tego Króla Strzelców. I to było miłe, kiedy podeszła po turnieju i powiedziała, że to dzięki mnie.

Jak Twoi rodzice zareagowali na to, czym się zajmujesz, na Twoją pasję?

Moi rodzice… Kiedy zaczęłam grać, w 2008 roku w klubie, w Red Devils, 5 lutego… to w sumie długo to nie trwało. W listopadzie zmarła moja mama. To był przełomowy czas, bo ja byłam dobra w piłkę, zdobyłam wówczas pierwszą statuetkę – pamiętam latem, w sierpniu. I w listopadzie zmarła mama. Przestałam wtedy chodzić na treningi. Ale pojawił się człowiek, któremu właściwie do dzisiaj zawdzięczam to wszystko. To jest Artur Chrzanowski. Grał wtedy w Red Devils. Był moim trenerem i wziął mnie na rozmowę. Powiedział mi kilka bardzo ważnych słów. W tym momencie uwierzyłam, że mogę, że będę grała i że zrobię to dla mamy. I do dzisiaj gram dla nich. Dla nich, bo trzy lata później – po śmierci mamy – zmarł mój tata. Zostałam sama. Sama ze swoimi pasjami, a więc piłka nożna i konie – bo jeżdżę też konno, mam swojego konia. Wiedziałam, że muszę grać dalej, bo mam najlepszych kibiców, tam w niebie. Oni mnie uskrzydlają, dają mi siłę i wiarę, że jeszcze sporo mogę osiągnąć.

Czytasz komentarze na swój temat?

Czytam, czytam. Wszystko czytam. Wszystko zbieram, wycinam… Dużo mam pamiątek, różnych rzeczy symbolicznych.

…są jakieś nieprzychylne?

Nie, właśnie nie. Może nie wiem, nie znalazłam, przeoczyłam, może nie chciałam zauważyć… Ale nie, nie spotkałam się jeszcze z żadnym negatywnym komentarzem na swój temat. Myślę, że nie ma powodów, żeby były jakieś złe komentarze. Nie wiem, zobaczymy później… Myślę, że Chojnice są takim społeczeństwem, gdzie ludzie są dobrzy. A nawet, jeśli ktoś miałby do mnie jakieś pretensje… to wolałabym, żeby ten ktoś do mnie przyszedł i po prostu porozmawiał. Ja taka jestem po prostu. Chcę, żeby było dobro wokół. Wiem, że to nie jest łatwe, ale chcę, żeby każdy człowiek był dobry i pomagał innym. Tak jak na boisku i poza boiskiem. Na boisku musimy się lubić, poza boiskiem nie musimy. Ale chcę, żeby w mojej drużynie była atmosfera, żeby każdy był traktowany z szacunkiem, żeby dziewczyny miały też do mnie szacunek. I ja oczywiście też traktuję je z szacunkiem, po partnersku. Nie ma gwiazd w mojej drużynie. A jeśli będą – od razu sprowadzę na ziemię. Nie chcę, żeby sodówki uderzyły dziewczynom do głowy. Chcę, żeby dziewczyny były zespołem, grały razem i się wspierały.

Jakaś myśl, którą chciałabyś przekazać chojniczanom? I jakaś życiowa porada?

Chciałabym, żeby nas wspierano w tym wszystkim. Żeby nam kibicowano, i żeby piłka nożna się promowała. Chciałabym, żeby każdy zawsze rzucił jakieś dobre słowo, bo to niesamowicie motywuje. I chcę, żeby ludzie byli dobrymi ludźmi, żeby nikt sobie nie robił pod górkę. Trzeba być człowiekiem i chcę, żeby każdy okazywał sobie dobro. Bardzo ważne jest, żeby ludzie się uśmiechali. Uśmiech codziennie, każdego dnia!

Tobie to pomaga…
Tak, bardzo. Uśmiech i pozytywne myślenie. To jest bardzo motywujące.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.