Jan Łosiński

Jest Pan rodowitym chojniczaninem?

Nie. Urodziłem się 05.05.1938 w Wągrowcu koło Poznania. Do Chojnic przeprowadziłem się we wrześniu 1961 roku. Żona chorowała na astmę, a lekarze stwierdzili, że powinna zmienić klimat i zamieszkać w Borach Tucholskich. W Chojnicach otwierali w 1961 roku na rynku aptekę „Nadworną” i dawali mieszkanie dla trzech aptekarzy. Więc żona zdecydowała, że przeprowadzamy się. Mieszkanie na Starym Rynku mieliśmy do 1994 roku – pomiędzy apteką a pocztą, więc żona miało blisko do pracy. Potem moim marzeniem było by wybudować sobie drewniany dom i tak też zrobiłem. Kupiłem gotowy dom, wystarczyło go tylko poskładać.

Jest pan samoukiem czy skończył Pan uczelnię artystyczną?

Skończyłem liceum pedagogiczne w Wągrowcu ze specjalnością nauczyciel WF. Grałem w piłkę ręczną i byłem wicemistrzem woj. poznańskiego w oszczepie i młocie. W 1959 roku zapisałem się na taki „instytut rysunku” w Łodzi. Już w trakcie nauki przekształcili to w studium nauczycielskie rysunku i zajęć praktyczno technicznych. W trakcie nauki normalnie jeździliśmy na plenery malarskie. Tam też miałem swoją pierwszą wystawę. Uczyli nas także wyszywać. Później poszedłem na Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, na wydział sztuk pięknych, który skończyłem w 1974 roku. Notabene moim nauczycielem był dr Marciniak, czyli mój kolega ze studium nauczycielskiego w Łodzi.

Pracował Pan głównie jako nauczyciel? Wiem bo sam byłem Pana uczniem.

Uczyłem w szkole podstawowej nr 3 prac ręcznych. Pracowałem też w chojnickiej stoczni jachtowej jako nauczyciel szkutnictwa, w klasie szkoły zawodowej o specjalności szkutnik. Dodatkowo uczyłem rysunku w szkole zawodowej. Prowadziłem kółko modelarskie gdzie podopieczni wykonywali modele jachtów , żaglówek i motorówek. Na emeryturę poszedłem w 1987.

Zdolności artystyczne ma Pan więc bardziej wrodzone czy wyuczone?

Trudno powiedzieć. Brat był profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, był dziekanem wydziału architektury wnętrz. Córka Iza ma także zdolności plastyczne. Zajmuje się haftem krzyżykowym i zdobnictwem. Artystyczne geny prawdopodobnie odziedziczyłem po dziadku kowalu. Kowal to kiedyś był prawdziwy artysta.

Jak rozwijała się Pana kariera artystyczna?

Po skończeniu studiów pojechałem na trzy miesiące do Londynu i dużo malowałem zostawiając tam mnóstwo prac. Potem byłem trzy miesiące w Stanach Zjednoczonych . W Chojnicach byłem szefem sekcji plastycznej przy Chojnickim Towarzystwie Kulturalnym i prowadziłem to przez chyba 12 lat. Kiedyś miasto i Dom Kultury mocno wspierali rodzimych artystów. Organizowaliśmy mnóstwo plenerów malarskich, których sponsorem było miasto Chojnice, Państwowy Ośrodek Maszynowy w Nieżychowicach czy PBRol. Po każdym plenerze, każdy zostawiał jeden obraz dla sponsorów i dlatego dużo obrazów jest w biurach urzędu miasta. Wystaw indywidualnych nie miałem aż tak dużo bo chyba sześć, natomiast wystaw poplenerowych ze czterdzieści.

Co Pana inspiruje? Czy ma Pan swoich mistrzów?

Początkowo inspirował mnie Vincent Van Gogh, ale po skończenia studiów wykształciłem swój własny styl. Tematyka moich prac to przede wszystkim pejzaże i przyroda. Przyroda jest główną inspiracją. Jestem zapalonym wędkarzem od 67 lat. Takim wędkarzem co ryb nie je. Ryby je moja żona , albo sąsiadom rozdaje. Na ryby jadę wcześnie rano, kiedy jest spokój i cisza i ja mogę w pełni obcować z przyrodą. To wędkowanie to jest ładowanie akumulatorów na zimę kiedy od listopada do marca dzień w dzień maluję. Początkowo tworzyłem różnymi technikami. W Londynie i USA były to głównie obrazy olejne. Teraz od wielu lat zajmuję się praktycznie tylko suchą pastelą. Pasteli namalowałem ok. 1000. Niektórzy w Chojnicach mają duże zbiory moich pasteli. Większość prac jest w rękach prywatnych w całej Polsce. Część także w muzeum w Chojnicach czy Złotowie. Dużo za granicą: w Londynie, Chicago, w Bayeux we Francji, w Bułgarii i na Wyspach kanaryjskich.

Gdzie zaopatruje się Pan w przybory rysunkowe i malarskie?

Syn kupuje mi w Bydgoszczy, bo tam mieszka, ale coraz ciężej jest. Po prostu nie ma sklepów z zaopatrzeniem dla artystów. Ja rysuję na specjalnych papierach do pasteli takich firm jak Rowney, Van Gogh lub Koh-i Noor. Papiery takie mają delikatną fakturę i występują w wielu wersjach kolorystycznych. Ramki kupuję hurtowo w naszej lokalnej firmie z Silna Ramexpol. Natomiast pastele mam różnych firm: Koh-i-Noor-a i innych, ale według mnie najlepsze są Faber Castell.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.