Justyna Barwina Myszka

Pani Justyno kilka słów o sobie….

Justyna Barwina Myszka, chojniczanka, od kilku po-koleń. Obecnie mieszkam w Charzykowach, w domu zbudowanym 50 lat temu przez dziadka. Absolwentka Wydziału Artystycznego UWM w Olsztynie. Dyplom w pracowni prof. Wojciecha Sadleya. Uczę plastyki chojnickie i silnieńskie dzieci od 23 lat. Od kilku lat jestem związana z chojnicką fotografią prasową. Mama 26 letniej Idy.

Jak zaczęła się Pani artystyczna pasja?

W dzieciństwie, w ciemni fotograficznej dziadka. Przekładałam zdjęcia w utrwalaczu i wpatrywałam się co się z nich wyłania. Było to fascynujące. Potem rysowałam. Urządzałam papierowe mieszkania. Wpatrywałam się w okna kamienic i urządzałam w myślach wnętrza, które widziałam. W liceum projektowałam ubrania. Marzyłam o konserwacji dzieł sztuki, ale skończyło się na Studium Dekoratorskim, w którym zetknęłam się z tkaniną artystyczną i prof. Sadleyem. Wykładał na UWM w Olsztynie, a więc tam zdecydowałam się studiować.

Pani zdolności są bardziej wrodzone czy wyuczone?

Wrodzone. Poczucie estetyki odziedziczone po dziadku, ale ponieważ studia artystyczne skończyłam – nie jestem samoukiem. Ukształtowali moje spojrzenie na malarstwo 3 profesorowie. Wspomniany W. Sadley – tkanina, Kiejstut Bereźnicki –mistyczny realizm oraz kolor-Janusz Kaczmarski. Ojciec Jacka Kaczmarskie-go, niezwykle surowy, ale kreujący osobowość twórczą.

Jaki jest Pani główny obszar zainteresowań w sztuce?

Jestem społeczna, a więc ludzie! Kobieta, choć nie-zupełnie realistyczna wtopiona w naturę i rośliny, mało botaniczne, często wtopione w człowieka. Miasto. Dyplom robiłam z widoku chojnickich dachów. Zdarzało mi oczywiście popełnić pejzaż, czy obraz religijny. Ponieważ malarstwo jest w chwili obecnej moja pasją, a nie źródłem utrzymania. Maluję co lubię.

A gdzie Pani szuka inspiracji?

W naturze zdecydowanie. Ulotne obrazy i piękno. Piękna kobieta, piękna architektura, piękno natury -to na mnie działa na pewno. Mam alergie na brzydotę i dysharmonię. Inspirują mnie widziane zdjęcia. W końcu od fotografii wszystko się w moim życiu zaczęło.

Ma Pani swoich idoli w sztuce?

Oczywiście, kocham sztukę, oglądam albumy, odwiedzam, dzięki przyjaciołom w Warszawie -parze historyków sztuki, bardzo ciekawe wystawy. A idole? Prerafaelici, Egon Schiele, Teodor Axentowicz. A pierwszy –Rafael Santi.

Muzyka i sztuka chodzą parami. Czego Pani słucha?

Maluję przy wiadomościach. Kiedyś tylko tvn24, teraz nie mam telewizji, a więc Internet. Gdy mam już dość, słucham dobrej muzyki, niekoniecznie jednego gatunku. Wyciszam się przy Kate Bush, Sade, muzyce klasycznej i jazzie.

Ma Pani własną pracownię?

Całe życie maluję w kącie. W kącie każdego mieszkania, a było ich osiem w moim życiu. Tak się do tych kątów przyzwyczaiłam, że już chyba nie umiałabym stworzyć czegoś w pracowni, ale może kiedyś? Życie jest zaskakujące…

Często organizuje Pani wystawy swoich prac?

Dość rzadko, miałam ich zaledwie kilka, w tym dwie fotograficzne. Nie maluję na co dzień niestety. Najmilej wspominam wystawę, którą zorganizowałyśmy wspólnie z koleżankami z roku w Gdańsku Sobieszewie. Fajna energia i spotkanie po latach.

Gdzie można oglądać obecnie Pani prace?

Głównie na ścianach moich przyjaciół. Lubię gdy obrazy żyją wśród ludzi, a nie stoją zakurzone za szafą. W chwili obecnej można zobaczyć naszą wystawę pt. ” Baba en couleur”, moją i mojej córki Idy, przez szybę w pustym CHCK, ale nie proponuję zwiedzania, a jeśli jednak ktoś ma ochotę to pojedynczo, proszę! W kwietniu miałam mieć wspólną wystawę mojego roku w Olsztynie, no ale nie odbędzie się, a moje gobeliny, które wysłałam w paczce, właśnie krążą w chaosie, gdzieś po Polsce. W czasie epidemii wszystkie nasze dotychczasowe sprawy schodzą na dalszy plan.

Co Pani uważa za swoje największe osiągnięcie w dotychczasowej pracy artystycznej?

Na pewno herb powiatu, który zaprojektowałam wspólnie z mężem. I zdjęcie żółtej renówki, która ozdobiła pewną okładkę. Poza tym nie mam sukcesów. Po prostu lubię malować..

Jakie ma Pani plany artystyczne na najbliższą przyszłość?

Jestem pełna nadziei, że uda nam się (wspólnie z córką) przeprowadzić finisaż wystawy”Baba en couleur”, która wisi sobie samotnie w pustym CHCK. A co będzie potem ? Tego nie wie nikt…

A jak Pani wypoczywa? Jak ładuje ”akumulatory”?

Zdecydowanie przyroda i sztuka. W szczególności filmy, wystawy i literatura. Uwielbiam twórczość Johna Updike i Olgi Tokarczuk. Jeżdżę rowerem, morsuję, a dosłownie ładuję akumulatory, w czasie letniego przesilenia w Odrach.

Gdzie się Pani zaopatruje w materiały plastyczne?

Sklepy dla plastyków „Sztorm ” w Gdańsku i hurtownia Hegard, markety budowlane i zakład szklarski.

Co by chciała Pani powiedzieć chojniczanom?.

Nie chcę żeby to brzmiało patetycznie, ani moralizatorsko. Jestem „ekofrickiem” i do tego delikatnie namawiałabym chojniczan. Jeżeli musimy jeść mięso, to chociaż ograniczmy je i spożywajmy ze świadomością. Segregujmy śmieci. Nie wycinajmy drzew, bo może spadną i zlecą z nich liście. Na naszych oczach zmienia się świat jaki znamy. Zmieńmy swoje przyzwyczajenia, to może pokażemy świat jaki znamy, także naszym wnukom.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.