Kornwalia

Od wielu lat mieszkając w Bristolu w zachodniej Anglii nie mieliśmy okazji wybrać się do leżącej zaledwie sto mil na zachód Kornwalii. Uznaliśmy, że taki stan rzeczy nie może dłużej trwać, po czym pospiesznie spakowaliśmy samochód i o poranku ruszyliśmy ku przygodzie.

Droga uciekała spod kół, wewnątrz auta pobrzmiewała skoczna muzyka, świat za oknem wydawał się radosny i nawet angielska pogoda tym razem uśmiechała się do nas.

Bazę wypadową umieściliśmy w mieście Newquay, nazywanym stolicą brytyjskiego surfingu. Miasto oferuje wiele szkół pływania na desce a także kluby i wiele innych nocnych rozrywek, jest to bardzo popularne miejsce wśród tej nieco mniej grzecznej młodzieży. W pobliżu jest niewielkie i jedyne w Kornwalii lotnisko pasażerskie. Jest tu też maleńki port rybacki gdzie o poranku rozładowuje się łodzie pełne ryb, małży i innych morskich stworzeń dostępnych w ciągu dnia we wszystkich restauracjach i barach.

Zobaczyłem tu też dom moich marzeń, budynek ustawiony na pionowej skale oddzielony od reszty lądu przepaścią, nad którą rozpięto niewielką kładkę – ehh kiedyś się tu wprowadzę, Magda mówi, że Ona nigdy, wiec cóż za jakiś czas będę znów do wzięcia.

Ale wracajmy do tematu. Po przyjeździe do hotelu kawa, przekąska, plecak na plecy, aparat do ręki, trampki na stopy … cholera kapelusz został w domu! Ale nic to, idziemy zwiedzać krainę, którą przed tysiącem lat rządził król Artur z kumplami od kielicha to znaczy od okrągłego stołu.

Kornwalia jest miejscem dziwnym, jeżeli porównać ją z resztą Wielkiej Brytanii. Jest bajecznie zielona, statystycznie jest to najcieplejsza część Zjednoczonego Królestwa. Statystyki podają również, że jest to najbiedniejsza gmina z mieszkańcami o najniższych dochodach. Nie jest to oczywiście prawdą, ludzie zarabiają tu tyle samo lub lepiej niż gdziekolwiek indziej. Statystyki zaniża to, iż nie ma tu przemysłu, wielkich korporacji i banków, których prezesi i kadra kierownicza zawyża średnią w innych częściach kraju. Spora część mieszkańców to
emeryci oraz ludzie szukający ciszy i relaksu a także turyści. Dawno temu Kornwalijczycy utrzymywali się z rolnictwa i rybołówstwa, dziś rolę wiodącą w biznesie przejęła turystyka, co nie powinno dziwić gdyż tak pięknych plaż jakie tu widzieliśmy nie powstydziła by się Hiszpania czy inna Portugalia.

Z Newquay wyjechaliśmy na najdalszy południowo-zachodzi kraniec Półwyspu Kornwalijskiego, do miejsca nazwanego Land’s End . Jedni twierdzą że Anglia zaczyna się w tym miejscu inni że się kończy, jaka jest prawda nie wiem. Rozpoczynający się tu szlak kończy w małej szkockiej wiosce John O’Groats, liczy on dokładnie 874 mil. Co jakiś czas urządzane są nim rajdy rowerowe z których dochód przeznaczany jest na cele charytatywne. Wyścig taki trwa z reguły około piętnastu dni, podobno super przygoda. Kiedyś i my odbędziemy taką przejażdżkę oczywiście samochodem.

Zaledwie kilka mil od Land’s End w wiosce Porthcurno leży jedna z ładniejszych plaż jakie widzieliśmy w Kornwalii. Dodatkowego uroku dodaje temu miejscu piękny amfiteatr Minack Theatre (Minack w języku kornwalijskim oznacza skałę). Teatr powstał na początku dwudziestego wieku, został sfinansowany przez aktorkę teatralną Rowena Cade a inspiracją była sztuka Williama Szekspira – Sen nocy letniej. Niestety nie mieliśmy szczęścia podczas naszej wizyty i nie trafiliśmy na spektakl ale na pewno tu wrócimy choćby tylko po to. Wioska znana jest też z tego, że w 1870 roku zbudowano w niej stację telegraficzną do której dochodziło czternaście kabli i była to największa wówczas stacja telegraficzna świata, wszystkiego można dowiedzieć się w lokalnym muzeum poświęconym właśnie telegrafom.

Kolejnym miejscem, o którym trzeba wspomnieć i na pewno zobaczyć jest wyspa St Michael’s Mount w zatoczce Mount’s Bay. Ciekawostką jest to, że wyspa połączona jest z lądem ponad trzystu metrową drogą lecz jej przebycie możliwe jest tylko podczas odpływu. Gdy poziom wody się podnosi wyspa jest odcięta i można dostać się na nią tylko łodzią. Na wyspie zbudowano kościół na cześć rzekomego pojawienia się Michała Archanioła. Poza tym jest tam niewielki zamek i sieć umocnień. Historia wyspy była bardzo dramatyczna, często przechodziła z rąk do rąk, zdobywana była siłą lub podstępem jak dla przykładu w roku 1193 gdy to Henry La Pomeray przebrał swoich ludzi za pielgrzymów i tak dostali się do środka.

Podczas naszej wizyty trwał przypływ więc na wyspę dostaliśmy się łodzią. Wyspa jest piękna a opiekuje się nią często przez nas wspominana organizacja Natiolal Trust.

Kornwalia jak pisałem wcześniej jest miejscem niezwykłym, wielu ludzi wybiera właśnie ją na letnie wakacje zamiast odległych ciepłych krajów co wcale nas nie dziwi.

Piotr Kiżewski

Więcej na stronie internetowej: https://www.naszeszlaki.pl/

przez Jacek

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.