Kryminalistka mimo woli. Ale z pasją

Nadia Szagdaj pisze kryminały, choć miała być wiolonczelistką. Jak wyznała 14 czerwca w bibliotece miejskiej w Chojnicach, na scenie tak bardzo zżerała ją trema, że porzuciła muzykę. Terapeutycznie sięgnęła po pióro. I tak już 10 lat trzyma je w dłoni.

Pierwsza powieść była jednak z nurtu fantasy i liczyła zaledwie 100 stron, zaś autorce trudno było sobie wyobrazić, że ma napisać coś więcej. Dziś machnąć trzysta stron, to dla niej pestka.

Ach te pocałunki

Kryminały dlatego, że od dziecka je lubiła i mimo że obecnie jest ich na pęczki, to spróbowała. Akcja niektórych dzieje się w Breslau (Wrocław), więc pisarka weszła do ogródka uprawianego przez Marka Krajewskiego, którego szczerze nie znosi, choć docenia jego warsztat i książki. Na dodatek w serii retro uczyniła bohaterką kobietę. Klara Schulz jak na początek XX w. jest bardzo nowoczesna i nie pozwala mężczyznom się zdominować. Jak można się było dowiedzieć, pisarka wzorowała tę postać m.in. na swojej babci, która paliła papierosy, jeździła konno i raczej nie pasowała do modelu grzecznej panienki z dobrego domu.

Z czym Nadia Szagdaj ma problem, kiedy siada do pisania? Ze scenami erotycznymi i z przemocą. Te pierwsze chce skończyć jak najszybciej, by mieć je z głowy. Te drugie bywają kwestionowane przez redaktorów jako zbyt mocne. – Na przykład scena gwałtu w mojej książce „To nie jest amerykański film” miała z tego powodu wylecieć – opowiadała Nadia Szagdaj. – Ale się uparłam. Bo zależało mi na przedstawieniu tego, co czują ofiary, co się z nimi dzieje.

Kubeł zimnej wody

Śmieje się, że zdarza się, iż redaktorzy wylewają na nią kubeł zimnej wody, kwitując, że to, co napisała, jest beznadziejne, ale jak nad tym popracują, to może coś z tego będzie… – Ale czasami ten kubeł zimnej wody się przydaje – podkreśla. By uprawdopodobnić swoje teksty, korzysta z pomocy specjalistów – policjantów, lekarzy sądowych czy mikrobiologów.

Pisze dziewiątą powieść. Ma być współczesna, akcja dzieje się w Opolu. Jak dodaje, lubi wybierać takie miejsca, które zna. A więc Wrocław, gdzie mieszka, Łeba, gdzie jeździ na wakacje. Raczej nie zanosi się na to, że popełni coś dla dzieci, ale niewykluczone, że któraś z jej książek stanie się kanwą serialu, może filmu. Choć Szagdaj nie do końca o tym marzy, woli dać czytelnikowi szansę na wyobrażenie sobie jej bohaterów, a nie reżyserowi, który na pewno zrobi to po swojemu. – A więc dopóki mogę zachować dziewictwo, staram się, by tak było – żartuje Szagdaj

Rozmowę z pisarką prowadził Marcin Szopiński, a spotkanie doszło do skutku dzięki księgarni Między Kartkami.

Tekst i fot. Maria Eichler

przez chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.