Malarstwo polskie Wiesławy Gołuńskiej

Wiesława Gołuńska – historyk, nauczyciel, regionalista. Urodzona 13 lutego 1963 roku. Swoje życie związała z Chojnicami. Tu mieszka i pracuje jako nauczycielka historii i wiedzy o społeczeństwie w Gimnazjum nr 2. Zajmuje się pracą badawczą historii „czerwonej” szkoły dla dziewcząt w Chojnicach. Współpracuje ze Stowarzyszeniem Arcana Historii. Jej pasją jest malowanie i rysowanie. Wybrane przez siebie techniki plastyczne doskonali od wielu lat. Tworzone przez nią grafiki i obrazy są realistycznym odzwierciedleniem otaczającej nas rzeczywistości. Stosując metodę sfumato tworzy w stylu hiperrealizmu fotograficznego. Wędrując po różnych technologiach malarskich i graficznych szczególnie ceni malarstwo olejne oraz rysunek ołówkiem. Rysuje portrety a w malarstwie skupiła się na ukazaniu piękna konia i uroków pomorskiego krajobrazu.

Na początek… kilka słów o sobie…

Nazywam się Wiesława Gołuńska, urodziłam się w 1963 roku. Jestem chojniczanką, od urodzenia. Nie wyobrażam sobie innego miejsca, bo to są ziemie, do których jestem przywiązana – też emocjonalnie. Ale przede wszystkim to, co mnie interesuje tutaj to to, że są tutaj wspaniali ludzie. Że zawsze mogę się do nich zwrócić – są po prostu wspaniali!

A proszę mi powiedzieć, jak zaczęła się Pani pasja? Rozumiem, że to rysunek jest Pani dominującą formą?

Tak przede wszystkim rysunek – ołówek, ewentualnie jakiś dodatek kredki. Ale tak przede wszystkim to malarstwo olejne. I to zaczęło się dokładnie w roku, bodajże – 1978. Z przekory! Spróbowałam zabawić się jako uczennica klasy siódmej, czy ósmej. Spróbowałam wówczas odmalować „Amazonkę” Juliusza Kossaka. I potem to już poszło… Najpierw wzorowałam się na Velazquezie, itd., itd…. a potem przyszły własne fotografie. Pozwoliłam sobie na kupno aparatu fotograficznego, żeby móc być np. na inscenizacji szarży pod Krojantami, wyjść, wyjechać w teren i tam fotografować – szczególnie taką wczesną jesienią.

Która z tych pasji jest silniejsza? Olej, czy rysunek?

To zależy, ile mam czasu. Jeżeli mam mało czasu, to ołówek, ale przeważa czasowo, mimo wszystko, że jest droższy – to olej. To przyciąga…

Ale do oleju jest potrzebna pracownia. Ma Pani swoją pracownię?

Mam takie miejsce, gdzie maluję. Ale jeśli ma się odpowiednie środki – to farba wtedy szybko przysycha. Ja maluję olejem lnianym. Są media, które są ściągane z Holandii przez określone firmy.

Jakiego typu są te farby?

To są farby olejne, firmy Talensa. Farby Amsterdam i Rembrandt. Ale ja używam także polskich, bardzo dobrych farb. Ale środki do malowania, rozpuszczalniki, itd. – to holenderskie. A farby polskie Astra – jakościowo takie same.

Co Panią inspiruje? Gdzie szuka Pani natchnienia?

To jest taka chwila. Po prostu coś się widzi, coś się zobaczy i ja to będę robić, bo to mi się podoba. Ale też chwila wystarczy, żeby z tego zrezygnować. Bo pojawiło się coś innego, ciekawszego, piękniejszego.

A co w tym malarstwie jest główną tematyką?

To, co jest dla mnie najważniejsze, tak, jak i w rysunku. Zawsze są to konie, ludzie, ludzie, konie, powozy, psy, zaprzęgi. Czyli zawsze to wszystko nawiązuje do, jakby nie było, tej historii XIX-wiecznej. Teraz przymierzam się do husarii.

Ma Pani jakieś wzory malarskie w sztuce?

Tak. Zaczynałam od Juliusza Kossaka. Potem odnalazłam reprodukcje obrazu i teraz podziwiam. Obrazy Stanisława Wierusza-Kowalskiego – w zasadzie już zapomniany, ale był na piedestale. Gdyby tak ustawić podium, to Wierusz- Kowalski byłby na pierwszym miejscu, Juliusz Kossak na drugim, potem być może pojawiłby się Wojciech Kossak. Ale tego to lubię tylko podziwiać. Czyli zdecydowanie malarstwo polskie… Taaak! Naturalizm, realizm, historyzm.

Miała Pani jakieś wystawy?

Tak. Od 2005 roku miałam ich 19. Chojnice, Człuchów, a nawet Gdynia.

Można oglądać Pani prace w mediach elektronicznych?

Nie. Jeśli ktoś chce korzystać, to po prostu przekazuję folder, tam można wybierać pliki bez żadnych problemów. Nie robię tutaj żadnych utrudnień, żeby ktoś mógł pobierać, i korzystać z tego.

Co się dzieje z tymi pracami? Sprzedaje je Pani?

Częściowo tak.

A gdyby ktoś był zainteresowany… Można u Pani jakąś pracę kupić, czy zamówić?

Gdyby ktoś chciał zamówić, to przede wszystkim te ołówkiem. Bo te, które są olejem, to ściany. Moje ściany.

Ma Pani jakieś plany na najbliższy okres artystyczny? Chciałaby Pani może zrealizować jakiś cykl?

Mam. Przede wszystkim to jest husarz. Kilka lat temu podczas inscenizacji pod Krojantami byli przedstawiciele chorągwi husarskiej z Gniewu. I wtedy pan stanął konno, rozporządziłam zdjęcie. I między innymi w oparciu o to zdjęcie. Ale także „Amazonka”, polski żołnierz – z ok. 1920 roku. To są te dwa tematy.

Jak Pani wypoczywa?

Z książką!

Uczy Pani młodzież? Prowadzi Pani jakieś kółko?

Nie uczę, ale staram się organizować już przez osiem lat konkurs międzypowiatowy „Ludzkości dzieje malowane”. Czyli nawiązuje do tego, jak można wiedzieć historię poprzez malarstwo.

Miała Pani etap portretowy w swoim życiu? Jest Pani w stanie powiedzieć, ile namalowała Pani obrazów?

Tak. Nawet spisywałam, kogo rysuję. To były portrety ołówkowe i naliczyłam ich 160. Natomiast pozostałe rzeczy – nie wiem, nie pamiętam.

Jaki jest Pani świat muzyki?

Bardzo lubię utwory Marka Grechuty. Ale lubię też posłuchać dobrej muzyki z początku lat 80. – po prostu to, co przynosi mi taką słuchową przyjemność.

Chciałaby Pani coś jeszcze dodać?

Jestem wewnętrznie zmuszona malować i rysować. Bo gdybym tego nie robiła, to byłaby po prostu taka wewnętrzna pustka. Taka bylejakość. A jeśli ja mogę coś zrobić i jeszcze na to popatrzeć… – A! Ja jeszcze jestem. Jak jestem to znaczy, że mogę to kontynuować. To jest takie przyjemne.

Co chciałaby Pani powiedzieć chojniczanom?

Przede wszystkim tego, żeby byli uśmiechnięci i tacy dobrzy – tak np. jak wobec mnie do tej pory.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *