Olek Knitter

1. Proszę przedstawić się czytelnikom

Nazywam się Olek Knitter. Od 20 lat zajmuję się fotografią prasową i reportażową. Najlepszą szkołę fotografii miałem w Gazecie Pomorskiej, gdzie przez 15 lat zdobywałem doświadczenie – w różnych okolicznościach i przy różnych zdarzeniach. Teraz zajmuję się projektami i reportażami fotograficznymi. Ostatni przykład – wystawa w Charzykowach o sportowcach trenujących w czasie koronawirusa. I mała kryptoreklama, jeśli szukacie fotografa do ciekawych projektów czy zleceń foto, dajcie znać.

2. Olek, kiedy zrozumiałeś że fotografia jest czymś, co Cię pasjonuje i czemu chcesz się poświęcić?

Fotografia wzięła się u mnie przez przypadek. Od 1999 roku pracowałem w Gazecie Pomorskiej w dziale sportu lokalnego. W 2001 roku z pracy odszedł fotoreporter Mirek Myszka i za namową koleżanek Basi Zybajło i Marii Eichler zacząłem fotografować. Taka była wtedy potrzeba chwili. Wychodziło mi to średnio, ale z czasem złapałem bakcyla. Uczyłem się na własnych błędach, potem doszły szkoły, warsztaty i dziś jestem wdzięczny koleżankom, że tak to się wtedy potoczyło. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez aparatu na szyi.

3. Czy trudno jest być fotografem? Jak przygotowujesz się do swoich sesji?

Czy trudno? Jak kiedyś powiedziała amerykańska fotografka Elise Felic Amelie Stern, fotografia jest najprostszą ze sztuk, a to czyni ją prawdopodobnie najtrudniejszą. Żeby być dobrym fotografem, trzeba nie tylko patrzeć, ale widzieć. Wszystko wokół nas wydaje się być zwyczajne i trudno trzeba dostrzec coś niezwykłego. I na tym polega fotografia. A co do sesji, póki co nie realizuję typowych zdjęć pozowanych. Idę na żywioł, czyli zajmuję się reportażem, wydarzeniami, imprezami. A w tym przypadku nie ma mowy o ustawianiu, aranżowaniu, wymyślaniu. Muszę sobie poradzić w każdych warunkach, jakie zastanę.


4. Co najczęściej fotografujesz? Jakie są obszary twoich zainteresowań w fotografii?

Zdecydowanie ludzie. Szukam ciekawych osób, które robią coś niezwykłego, niecodziennych wydarzeń. Ciągnie mnie do tego ciekawość i chęć uwieczniania takich chwil. Przykładem może być temat cosplay, bardzo mnie zaintrygowało, dlaczego dorośli ludzie przebierają się za superbohaterów. I dlatego powstał ten projekt. Cały czas poszukuję ciekawych ludzi – w ciekawych związkach, robiących coś niezwykłego, zajmujących się czymś szalonym lub żyjących bardzo nietypowo. Jeśli to o was, dajcie znać, kontakt: olek@fotoknitter.pl. No i sport oraz tematy społeczne oraz życie i świat osób niepełnosprawnych. A takim miłym przerywnikiem jest fotografia uliczna i łapanie wyjątkowych, śmiesznych momentów. Nawet w fotografii ślubnej łącze te wszystkie elementy i stawiam na spontaniczność, a nie na pozowanie.

5. Co niesamowitego jest w fotografowaniu? Czy to prawda, że wyglądu zdjęć nie zawdzięczamy sprzętowi tylko osobie wykonującej zdjęcie?

Może gdybym potrafił opowiadać i pisać o otaczającym nas świecie tak jak Maria Eichler, nie używałbym aparatu, ale skoro moim „słowem” są obrazy, to staram się przedstawiać życie tak, jak widzę i czuję. I to jest dla mnie niesamowita radość. Mimo że chwilowo odpoczywam od pracy w mediach, to jednak cały czas mnie korci, żeby pokazywać publicznie zdjęcia. Bo to chyba cały też sens, by nie pracować „do szuflady”. Jak kiedyś powiedział pewien fotograf i historyk Helmut Gernsheim, fotografia jest jedynym językiem rozumianym na całym świecie. A co do sprzętu, to tylko narzędzie, które w odpowiednich rękach może pomóc, ale nic więcej za nas nie zrobi. Może lepszy aparat da nieco lepsze technicznie zdjęcie, ale tak naprawdę liczy się to, co i jak pokażemy. Starajmy się przedstawiać świat, jakiego ludzie bez nas by nie zobaczyli i nie róbmy setek tych samych zdjęć. A miliony pikseli w nowych aparatach to tylko chwyty marketingowe. To fotograf decyduje o danej chwili i o pokazaniu konkretnego wycinka z życia. Większość zdjęć jutro umiera, a sukces jest wtedy, kiedy nasza praca prowadzi do szerszej refleksji.

6. Jakiego sprzętu używasz? Canon, Nikon, Sony – co sądzisz o „świętej wojnie” użytkowników?

Nie robimy zdjęć aparatem, tylko własnym doświadczeniem. Prowadząc warsztaty fotograficzne dla dzieci czy młodzieży zawsze powtarzam, że nie jest ważne, jakie mają aparaty, bo na końcu i tak najlepszy jest aparat, który mamy przy sobie. Liczy się chęć fotografowania, a jakim sprzętem, to już mniej ważne. Ważne, aby umieć skorzystać z tego sprzętu, który mamy. Ja nie jestem maniakiem aparatów, nie mam każdego kolejnego nowego modelu. To jest dla mnie zbędne. Używam jednego aparatu. A jakiego? Nie będę lokował produktu, bo ta firma mnie nie sponsoruje 😉 A „wojna” użytkowników jest jak polityka – muszą sobie pogadać, pokłócić się, czymś pochwalić, skoczyć czasami do gardeł, aby za chwilę razem stać koło siebie i wspólnie działać. Zupełnie to jest bez sensu.

7. O jakiej porze roku wychodzą najładniejsze zdjęcia? Jak obrabiasz zdjęcia?

Jak już wspominałem, dla mnie pora roku czy dnia nie ma znaczenia – zajmuję się reportażem i muszę sobie radzić w każdych warunkach. Ostatnio fotografowałem odpust w żarze słońca w samo południe. Normalnie, przygotowując się do sesji powinno się wziąć pod uwagę porę dnia, pogodę, warunki – wiadomo, najlepiej robić portrety wcześnie rano lub wieczorem, nigdy w słońcu w dzień. Ale ja na to nie mam wpływu, dokumentując życie czy wydarzenia. A zdjęć prawie wcale nie obrabiam. Bardzo delikatna korekta to wszystko, co robię później przy fotografiach. One muszą „wyjść” dobrze z aparatu. Nie lubię zmieniać rzeczywistości w komputerze i nawet się tego nie uczę.


8. Ile sprzętu na ogół zabierasz na sesje?

Jeden aparat i jeden lub dwa obiektywy. Nie skupiam się podczas zdjęć na sprzęcie, nie zawracam sobie głowy możliwościami, tylko tym, co się dzieje i co za chwilę może się wydarzyć i co warto uwiecznić. Po drugie szkoda pleców, by dźwigać dziesiątki kilogramów. Ani to wygodne, ani zdrowe. Jedynie, jeśli fotografuję coś bardzo ważnego, to mam w rezerwie blisko siebie drugi aparat i drugi zestaw, aby nie zaskoczyła mnie jakaś nieprzewidziana awaria. Jak powiada znany fotograf Tomasz Tomaszewski, im mamy mniej możliwości, tym lepiej.

9. Jacy fotografowie mieli na Ciebie największy wpływ? I kto Cię inspiruje?

Bardzo lubię fotografie Tomasza Tomaszewskiego, a takim guru fotografii ulicznej jest na pewno Henri Cartier-Bresson. Są też oczywiście inni fotografowie, których staram się albo śledzić, albo poszukiwać ich prac. Staram się dużo czytać o fotografii i oglądać albumy. W specjalnym notesiku wypisuję sobie najważniejsze słowa, które potem prowadzą mnie przez fotograficzną drogę.


10. Gdzie widzisz siebie za 5 lat? Plany? Marzenia?

Chciałbym za pięć lat oglądać zdjęcia mojego syna. Moim marzeniem jest, abyśmy wspólnie fotografowali. Zdarza się to już teraz. Olek junior ma 10 lat i już kilka razy był ze mną na zdjęciach ze swoim aparatem. Oczywiście nie ciągnę go ze sobą na siłę, to on musi poczuć to „powołanie”. Ale cieszę się, że ma smykałkę i jak widzi, że się gdzieś pakuję, to pyta, czy może ze mną jechać. Zawsze chętnie go ze sobą zabieram. Ja zacząłem fotografować dopiero w wieku 20 lat, on zaczął dwa razy wcześniej. Może to dobry znak. A zawodowe marzenie to chyba ogarnąć obecne 20-lecie czy za pięć lat 25-lecie pracy fotoreporterskiej w Chojnicach i jakoś to spiąć klamrą, podsumować, bo dużo przez ten czas się wydarzyło.

11. Gdzie można oglądać twoje fotografie?

Na ten moment głównie na mojej stronie internetowej www.aleksanderknitter.pl, a na bieżąco publikuję zdjęcia również na Instagramie. Wystarczy poszukać: Fotoknitter i obserwować, do czego zachęcam. Instagram to obecnie moje główne miejsce publikowania zdjęć.


12. Sukcesy, nagrody, konkursy, wydawnictwa?

No troszkę się tego nazbierało. Na pewno najbardziej jestem dumny z Grand Prix National Geographic, nagrody specjalnej Grand Press Photo. Cieszą inne nagrody, publikacje w książkach, prasie. Jednak to tylko dyplomy, uściski ręki, chwilowe zauroczenie. Największa radość życia to każdy kolejny dzień spędzony z rodziną. No a fotografowanie samo w sobie miejsc, ludzi, wydarzeń, których bez aparatu nigdy byśmy nie zobaczyli i nie poznali, jest już wystarczającą nagrodą. Zacytuję tu Agnieszkę Pajączkowską, autorkę książki „Wędrowny Zakład Fotograficzny”, że fajnie, gdy fotografia jest nie tylko jest celem, ale też pretekstem spotkania.

13. Co chciałbyś powiedzieć Chojniczanom?


Żyjcie z całych sił i uśmiechajcie się do ludzi, bo nie jesteście sami. Idźcie własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, żeby umieć żyć. Bez znieczulenia, bez niepotrzebnych niespełnienia i myśli złych.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.