Oprawcy z Selbstschutzu

W dzisiejszym wydaniu prezentuję państwu pocztówkę oraz zdjęcie. Owa fotka zrobiona została (jak napisano na odwrocie ) w 1940 roku i przedstawia apel oddziału Selbstschutzu na chojnickim rynku. Ciekawostką jest, iż zdjęcie za pośrednictwem portalu eBay nabyłem z francuskiego Lyonu. Być może powędrowało tam wraz z właścicielem, który zapewne jest na nim, być może właściciel chciał tam uniknąć wymiaru sprawiedliwości? Lyon, znajdował się w obrębie państwa Vichy, które sympatyzowało z III Rzeszą, nie będąc zresztą pod jej okupacją i wielu zbrodniarzy wojennych w obrębie tego państwa po wojnie znalazło schronienie. Zdjęcie zapewne jest unikatowe, pewnie niewielu z tych panów zachowało je po wojnie, dla własnego bezpieczeństwa, być może nawet jedyne takie się ostało.

Już przed wojną powstała w Niemczech lista 60 tysięcy Polaków z Pomorza, którego jesteśmy częścią, których należy zlikwidować. W tym celu już we wrześniu 1939 r. utworzono organizację paramilitarną, składającą się głównie z mniejszości niemieckiej, zamieszkującą były zabór pruski, na którego terenie zamieszkiwało 740 tys. Niemców i w zasadzie co dziesiąty z nich trafił do tej organizacji.

Selbstschutz odegrał kluczową rolę podczas tzw. operacji „etnicznego oczyszczania przedpola”, ta zakrojona na szeroką skalę akcja eksterminacyjna wymierzona była w pierwszym rzędzie w polską inteligencję, którą to naziści traktowali jako główną przeszkodę do zniemczenia Pomorza, gdzie między październikiem 1939 r. a wiosną 1940 r. wymordowano ok. 40 tys. ludzi, z czego w tym samym czasie na Polach Igielskich ok. 500 mieszkańców powiatu chojnickiego. W samej „Dolinie Śmierci” nie mordowano jednak wyłącznie polskiej inteligencji, zginęło tam również 218 pensjonariuszy filii szpitala psychiatrycznego, około 30 Żydów, którzy nie zdążyli opuścić miasta, bądź nie mieli takiej możliwości, na przykład jeden z nich z ulicy Dworcowej nie chciał opuścić sparaliżowanej matki, Niemcy wraz z łóżkiem, do którego była „przykuta” wyrzucili ją przez okno z pierwszego piętra, inna zaś rodzina z Nowego Miasta była po prostu zbyt biedna na przeprowadzkę. Szefem chojnickiego oddziału Selbstschutzu był SS- Standartenfuhrer Heinrich Mocek, który w 1965 roku został w Niemczech skazany na karę dożywotniego więzienia. W chojnickiej „Dolinie Śmierci” doszło jeszcze do jednej masakry, otóż w styczniu 1945 r. zamordowano tu kolejnych 800-1000 osób, prawdopodobnie więźniów zakładu karnego z Bydgoszczy, którzy byli tu zapędzeni przed zbliżającą się Armią Czerwoną, aby zakryć ślady ich ciała zostały spalone.

Członkowie Selbstschutzu swoją brutalnością i samowolą często budzili zaniepokojenie nawet w kierownictwie SS. Często bywało tak, iż jego członkowie mścili się na Polakach za dawne waśnie i spory, tak również było w Chojnicach, często zagarniali też mienie należące do aresztowanych, doskonale znali teren i mieszkańców dlatego byli szczególnie niebezpieczni. Relacje świadków mówią również o przypadkach gwałtów, torturowaniu, dobijaniu swych ofiar za pomocą łopat a nawet zakopywaniu żywcem.

Wobec swych zbrodni wszyscy panowie z tego zdjęcia (powyżej) musieli się po wojnie ulotnić z Chojnic, gdyż z całą pewnością zostaliby rozpoznani, właściciel tego zdjęcia pewnie trzymał je do końca swych dni, zachowując je w bardzo dobrym stanie, oznacza to iż niektórzy naziści nigdy nie żałowali swych czynów a bynajmniej początkowy okres
wojny do końca uznawali jako swoje dni chwały, pewnie też nigdy nie zastanawiali się co by zrobili i jakby się czuli będąc po drugiej stronie „barykady”.

Krystian Reszczyński

przez Jacek

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.