Ronja, córka zbójnika dla małych i dużych

Najmłodsza grupa teatralna Chojnickiego Studia Rapsodycznego nie próżnuje. Właśnie zaprosiła na premierę spektaklu „Ronja, córka zbójnika” wedle powieści Astrid Lindgren. Podopieczni Ady Zakrzewskiej spisali się 19 maja znakomicie. Bonus był także dla rodziców.

Mali widzowie mogli być zachwyceni nie tylko grą swoich rówieśników (występują Agata Wodowska, Róża Stolp, Cyprian Podolski, Marta Andrejczuk, Marta Chmara, Amelia Rybacka, Michalina Garus i Julia Stanisławska), ale też scenerią wyczarowaną przez Dankę Wolińską i grą świateł. To właśnie oświetlenie dzieli scenę na dwa wrogie obozy, to ono każe się bać straszydeł, jakie pojawiają się w lesie.

Pożytek z buntu

A sama opowieść – o dwojgu dzieci zbójników, które wbrew temu, że ich ojcowie najchętniej posiekaliby się na kawałki, chcą się przyjaźnić, może dawać do myślenia. Tytułowa Ronja i jej przyjaciel Birk mają zakodowaną nienawiść do siebie, wszak ojcowie rywalizują ze sobą w dwóch zwalczających się bandach. Ale dzieci potrafią wznieść się ponad to i wejść w inną relację. Astrid Lindgren zdaje się mówić do swoich czytelników, że czasami warto zbuntować się i iść swoją drogą, nawet na przekór rodzicom.

Nie dzieci, a ludzie

Ten wątek został podjęty po spektaklu na wykładzie socjolożki Magdaleny Stolp. „Nie ma dzieci – są ludzie” – tak brzmiał tytuł jej prezentacji i snutych wokół niej refleksji. Prelegentka przypomniała, że warto wracać do spuścizny Janusza Korczaka, bo to on, jak nikt inny rozumiał potrzeby dziecka i potrafił je klarownie zdefiniować. A więc warto pamiętać, że najlepszą receptą na dobre relacje w rodzinie jest rozmowa. I to taka, która respektuje indywidualność dziecka, jego prawo do własnego zdania i do własnego wyboru drogi. Nawet niewinny dla wielu klaps nie jest dobrym środkiem do zyskania w dziecku sojusznika. – Każdy rodzaj przemocy, a klaps też nią jest, nie jest dozwolony prawem – wywodziła Stolp. Zachęcała też do tego, by interesować się swoim dzieckiem, poświęcać mu czas, a nie cieszyć się z tego, że już od kołyski można je uciszyć za pomocą …smartfona. Pokazała przy tej okazji bardzo smutny obrazek ilustrujący tę tendencję.

Co cieszy, to to, że sala Chojnickiego Centrum Kultury była nabita, nie obyło się bez dostawek. A to znaczy ni mniej ni więcej, że teatr ma i wśród najmłodszych wzięcie. I chociaż po spektaklu rzędy nieco opustoszały, to ci, którzy zostali, słuchali i oglądali z ciekawością. Na pewno się to przyda w codziennym życiu. A najmłodszym aktorom życzymy kolejnej równie udanej premiery pod wodzą Ady Zakrzewskiej!

Tekst i fot. Maria Eichler

przez chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.