Spór nie tylko o pieniądze. Mariusz Brunka.

W grudniu ubiegłego roku burmistrzowska większość w radzie miasta tryumfalnie przegłosowała budżet. Nasze uwagi i zastrzeżenia zignorowano, a media prawie ich nie zauważyły. Tymczasem nie było miesiąca, w którym nie zmienialiśmy już tej uchwały. W kwietniu dorobiliśmy się zaś jej zmiany na potęgę! Wszyscy od dawna wiedzieliśmy, że remont kinoteatru kuleje. Zwracali na to uwagę mieszkańcy przechodząc opodal tego bałaganu, wiedzieli o tym radni wizytujący plac budowy i włodarz, narzekający stale na wykonawcę na swoich konferencjach prasowych. Dlatego postulat dołożenia do tej inwestycji z kasy miejskiej kolejnych dwóch milionów złotych powinien wywołać przynajmniej jakąś refleksję. Zapowiadane terminy ukończenia remontu kinoteatru są przecież ciągle przesuwane. Pamiętamy dobrze, jak w ubiegłym roku A. Finster nie miał czasu na spotkania osiedlowe, tłumacząc się obowiązkami związanymi z nadzorem nad tym przedsięwzięciem. Po roku widzimy, że na osiedlach problemów nie ubyło a przybyło ich na froncie tej „flagowej” inwestycji włodarza. Ratusz wciąż wzbrania się, łamiąc zapisy ustawy o dostępie do informacji publicznej, przed podaniem pełnych danych. Odmówiono wglądu do dokumentów i mediom i opozycji. Z tego co ujawniono wyłania się obraz zaniedbań ze strony projektanta, miejskiego inwestora i wykonawcy.

Zdajemy sobie sprawę z faktu, że przy wyborze wykonawcy decydujące znaczenie miała cena. Ale zapisy umowy i specyfikacja powinny być gwarancją należytego wykonania prac. Dlatego dziwi dlaczego zapisy te pozwalają wykonawcy bezkarnie grać na nosie inwestorowi? Zlekceważono przy tym szereg ostrzeżeń wskazujących nierzetelność RCI sp. zo.o. Zamiast przerwać tę współpracę, zanim spiętrzą się problemy, pozwolono dwukrotnie wydłużyć proces remontowy. Opieszałości firmy wykonawczej towarzyszyła nonszalancja miejskiego inwestora. I tak już w sierpniu 2017 r. miasto miało pierwsze informacje o zaległościach głównego wykonawcy w spłacaniu należności podwykonawcom. Zamiast żądania zaświadczeń o niezaleganiu kolejni podwykonawcy informowali tylko o płatniczych zatorach. Miasto niczym kasjer wykonawcy spłacało długi kolejnymi przelewami na konta podwykonawców, choć stanowiło to podstawę do zerwania umowy z winy RCI i wystąpienia z roszczeniem odszkodowawczym. Nie zrobiliśmy nic! Pomiędzy wrześniem a listopadem nastąpiła nawet nadpłata za wykonane prace. W stosunku do rzeczywistego wykonania, korygowanego późniejszym sprawozdaniem, nadpłacono ok. 400 000 zł. A zatem wydaje się, że miasto kredytowało działalność wykonawcy płacąc mu z góry, i w oczywisty sposób ograniczając albo wręcz uniemożliwiając sobie zerwanie umowy w okresie kiedy ukończenie prac było już opóźnione.

Pomimo zaniedbań (opóźnienia prac, „pustki” na budowie, braku koordynacji i opóźnieniach w płatnościach) burmistrz podpisywał kolejne aneksy wydłużające termin ukończenia prac, bez informacji o tym co konkretnie jest tego powodem. Jeśli zły był projekt powinniśmy żądać finansowej satysfakcji od architekta; jeśli winien był wykonawca – powinniśmy już wtedy „pogonić go” z budowy. Tymczasem „w ciemno”, bez jasnego informowania rady miasta i mieszkańców, wydłużano termin i podwyższano koszty. A. Finster ograniczał się wyłącznie do rozważania ewentualności rozwiązania umowy, a później pisemnie tylko zapowiadał jej zerwanie. Większym sprytem wykazał się sam wykonawca, który po prostu zszedł z placu budowy i oficjalnie rozwiązał z nami umowę; tym samym stawiając się w uprzywilejowanej pozycji w kontekście ewentualnej batalii sądowej. Do tych ostatnich zresztą też nie mamy szczęścia. Służby prawne urzędu przegrywają częściej niż wygrywają. Dowodzą tego spektakularne klęski sądowe w sprawach z przedszkolankami, sporze referendalnym, z wojewodą o wygaszenie mandatów radnych i w tym o nazwę ulicy Rolbieckiego, nie mówiąc o kilkudziesięciu orzeczeniach w sprawie dostępu do informacji publicznej. Ale rozstanie z RCI sp. z o.o. nie zakończyło pasma naszych błędów. Szczegóły zerwania współpracy z wykonawcą nadal są ukrywane, a nawet wyłączone spod kontroli komisji rewizyjnej; prace inwentaryzacyjne zaś z planowanych dwóch tygodni przedłużyły się do dwóch miesięcy! Wreszcie zapowiadany ekspresowy przetarg na wybór nowego wykonawcę odkładany jest z tygodnia na tydzień. Wszystko to rodzi powszechne uczucie niewiary w możliwości sprawcze władz miasta i przekonanie, że za inwestycją tą ukrywają się poważniejsze problemy…

Rozumiemy, że dla burmistrza remont kinoteatru to sprawa prestiżowa. Wszak obecna jego kadencja miała być kadencją „spod znaku kultury”. Tymczasem tracimy pieniądze z kina, którego nie ma; imprezy organizuje się zaś po kątach, i wszyscy widzą że nie jest dobrze… Jako opozycja nie cieszymy się z takiego obrotu sprawy. Burmistrzowskie błędy generują bowiem zbyt wielkie koszty dla wszystkich. Dlatego zachęcamy do zrealizowania kilku z naszych programowych postulatów. Po pierwsze niczego nie ukrywajmy. Nich wszystko co dotyczy tej inwestycji będzie jawne, a to zabezpieczy nas przed podejrzeniami. Po drugie nie łączmy kalendarza inwestycyjnego z kalendarzem wyborczym. Miastu zależy na szybkim ukończeniu prac, ale nie za wszelką cenę. Dlatego nie wolno ogłaszać publicznie, że jesteśmy gotowi wyasygnować na ten cel kolejne miliony. Wydawanie pieniędzy publicznych musi mieć granice! Wreszcie po trzecie zapewnijmy sobie wdrożenie rachunku kosztów działań, opartego na nabywaniu efektów działań, a nie samego działania. Znajduje się on w programie wyborczym PChS z 2014 r. „Jesteśmy zmianą” i oznacza nie mniej ni więcej, że nie wystarczy ogólnie zlecić coś wykonawcy, ale szczegółowo ustalić co ma być efektem jego działalności i płać wyłącznie za to co odpowiada tym efektom. Reszta jest niegospodarnością…

Mariusz Brunka

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.