Uroczystości pogrzebowe ofiar „Doliny Śmierci”

W lipcowym wydaniu gazety przedstawiam państwu zdjęcia, które zostały zrobione w czasie konduktu żałobnego i samej uroczystości pogrzebowej zamordowanych na polach igielskich, w jednej z największych zbiorowych mogił w czasie II wojny światowej na Pomorzu – „ Dolinie Śmierci”.

Zdjęcia zostały zrobione 8 grudnia 1945 roku, na jednym z nich doskonale jeszcze widać zniszczenia wojenne, co tylko dodaje powagi i scenerii olbrzymiego dramatu, jakiego doznali chojniczanie z rąk okupanta. Zanim dokonano pochówku na Cmentarzu Bohaterów przy dzisiejszej ulicy Wysokiej i Gdańskiej, trumny ze szczątkami straconych wystawione były w dzisiejszej Bazylice, która również doznała poważnych zniszczeń podczas działań wojennych, a jej wnętrze było całkowicie wypalone. Sami państwo widzicie w jak traumatycznych okolicznościach przyszło chojniczanom zamknąć najbardziej dramatyczny rozdział w historii naszego miasta.

Dolina Śmierci”, która upamiętnia dziś wszystkie ofiary bestialstwa okupanta to w zasadzie nie tylko pola Igielskie, a cała „sieć” okolicznych mogił zbiorowych jak m.in. pola między Jarcewem a Czartołomiem, tereny przy szosie Bytowskiej, w lasku miejskim czy przy zakładzie poprawczym. Zanim więc doszło do prawidłowego pochówku potrzebna była ekshumacja zwłok na szeroką skalę, która za wyjątkiem trzech pierwszych ofiar trwała niemalże całą jesień 1945 r. Ważną rolę w samych ekshumacjach odegrali sami świadkowie, którzy wskazywali miejsca kaźni, na ten przykład jeden z nich tuż po dokonaniu mordu w lasku miejskim zauważył świeżo rozkopaną ziemię i wystającą z tej ziemi rękę jednej z ofiar, zaznaczył to miejsce znakiem na drzewie by po wojnie je wskazać. Najbliższymi świadkami miejsc tych zbrodni byli sami skazańcy, którym udało się uciec tuż przed wyrokiem, takich przypadków udokumentowanych
jest sześć. Najsłynniejsza to kupca Franciszka Styp-Rekowskiego, od którego krewnego, ś.p. Mirosława, uznanego kolekcjonera i regionalisty, nabyłem te zdjęcia. Historia tej ucieczki jest naprawdę nieprawdopodobna, pierwszy raz usłyszałem ją od wspomnianego krewniaka by potem przeczytać bezpośrednią relację jej autora, który zdejmując płaszcz do egzekucji, przy wykopanym rowie, rzucił się do ucieczki, biegnąc ze zdobycznym na Niemcu pistoletem w dłoni usłyszał w dali strzały, które dały śmierć jego siedmiu kompanom, wśród nich był nauczyciel prof. Wagner, major Nieborak czy młodziutka pracownica PKO, która tuż po komendzie „twarzą do ziemi” zemdlała upadając nad rowem, być może pani Sabiniarzówna była nawet nieświadoma w momencie kiedy strzelano jej w tył głowy, być może przez to pan Rekowski zdołał uciec wykorzystując sekundę dekoncentracji oprawców….

Poniekąd większość ofiar tegoż konwiktu żałobnego, które należyty pochówek miały 8 grudnia 1945 roku, skazana była na śmierć jeszcze przed wybuchem wojny, znaleźli się oni bowiem na liście osób „politycznie niebezpiecznych” dla III Rzeszy, byli jednymi spośród 60 tys. Polaków z Pomorza, których wywiad niemiecki jak i miejscowa ludność niemiecka uznały za „materiał” niebezpieczny dla wcielenia tych ziem do Niemiec.

Tekst i zdjęcia Krystian Reszczyński

przez chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.