Wierna jak pies…

Wywiad Exclusive „Sam na sam z Chojniczaninem”

WIERNA JAK PIES…

SWOIM IDEOM I NADZIEJOM NA LEPSZE JUTRO DLA SWOICH PODOPIECZNYCH

Rozmowa Magdaleny Templin z sympatyczną, roześmianą, ale i wrażliwą, kochającą ludzi i zwierzęta Barbarą Homa–Bońkowską, pracującą na stanowisku kierownika w chojnickim Schronisku dla zwierząt „Przytulisko”. Szalenie ciekawy dialog o schronisku, zwierzętach, jego ludziach i adopcjach.

M.T.: Jak wygląda Pani codzienna praca? Czym się Pani zajmuje?

B.H-B.: Moja praca w zasadzie codziennie jest taka sama i różna. Taka sama, bo obowiązki, trudności do pokonania się nie zmieniają. Natomiast zgłaszają się różni ludzie, z różnymi problemami, sprawami i często bardzo różnicują mi te zajęcia. Niektóry ludzie proszą o poradnictwo, jeśli chodzi o wychowanie zwierzęcia, ktoś inny zgłasza się z tym, że nie chce już mieć zwierzęcia. Różnie też jesteśmy postrzegani, ponieważ wielu nie rozumie tego, że mamy przepełnienie i nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim. Są też tacy ludzie, którzy na nasze barki składają swoje sumienie, twierdząc, że my jako miłośnicy zwierząt musimy pomóc, bo to jest nasz obowiązek. Teraz jest lato, a my myślami jesteśmy już w zimie – staramy się przystosowywać budy i boksy dla psów na mroźne warunki, remontujemy, składujemy opał, dbamy o zdrowie naszych podopiecznych, sprzątanie klatek, bud itd. Pracy mamy tu naprawdę sporo. Nasza praca nie polega tylko na tym, żeby dać jeść zwierzętom.

M.T.: Ilu jest pracowników schroniska? Czy można u Państwa spotkać wolontariuszy? Co należy do ich obowiązków?

B.H-B.: Jest lekarz weterynarii, który opiekuje się naszymi zwierzętami, robi cotygodniowe obchody, by sprawdzić ich stan zdrowia. W tej chwili jest to pan Jacek Dyląg. Zatrudniamy również księgową, prowadząca sprawy finansowe, jest kierowca, pięciu pielęgniarzy-stróży i jestem ja, jako kierownik. Poza tym jest kilkunastu wolontariuszy; są młodzi nieletni od 13 do 18 roku życia, są też ludzie dorośli, którzy pomagają nam w różnoraki sposób. Zresztą ich liczba jest ruchoma, bo z racji tego, że pracują nieodpłatnie dziś przychodzą, jutro może ich nie być w pracy. Zdarzają się wolontariusze, którzy oferują swoją pomoc jednorazowo.

M.T.: Jak długo pomaga Pani zwierzętom?

B.H-B.: Zawsze chciałam pracować przy zwierzętach. Z zawodu, wykształcenia jestem technikiem ochrony roślin. Jak tylko dowiedziałam się, że potrzebni są pracownicy do schroniska to od razu chciałam być pielęgniarzem i udało mi się przejść przez szkolenie w Schronisku dla Zwierząt w Bydgoszczy i tak się zaczęła moja praca-misja. Pracuję w schronisku od 2000 roku. Do 2005 roku byłam pielęgniarzem-stróżem.

M.T.: Co napędza Panią do działania, do oddania się tym zwierzętom? Jaki cel przyświeca Pani pracy?

B.H-B.: Mam nadzieję, że uda mi się choć kilka uratować i uszczęśliwić zwierzęta oraz odnaleźć im wymarzone domy. Staramy się choć trochę resocjalizować zwierzęta w schronisku, bo o tresurze tu nie za bardzo możemy mówić. Do pracy motywuje mnie to, że chociaż garstce zwierząt udaje się znaleźć dom. Cieszy mnie także to, że otrzymuję listy ,emaile czy telefony od ludzi, którzy zdecydowali się na adopcję zwierzęcia w naszym schronisku i są z tego faktu szczęśliwi, zadowoleni. Skrzydła podcinają mi ludzie, którzy niszczą moją pracę, którym nie zależy na dobru zwierzęcia. Wiadomo, nie chodzi o to, żeby wszyscy mieli przysłowiowego „świra” na punkcie zwierząt, ale wystarczy szacunek. Nie należy traktować istot żywych jak zabawek. Jeśli ktoś nie chce pomóc, to chociaż niech nie szkodzi. Widzę, że zmienia się powolutku świadomość ludzka w stosunku do zwierząt. Teraz ludzie coraz częściej pytają, podejmują próby pomocy, szukają rozwiązań, żeby nie krzywdzić zwierząt, ale z tym też bardzo różnie bywa. Nie każdy przychodzi do nas z dobrym zamiarem.

M.T.: Jakie zwierzęta są w chojnickim schronisku?

B.H-B.: Obecnie są psy i koty. W tej chwili nie jesteśmy przystosowani, żeby przyjmować inne zwierzęta. Kiedyś mieliśmy bociana. Jak pojawiają się jakieś ptaki przekazujemy je dalej, czy to do weterynarza, czy kogoś kto będzie miał warunki i niezbędne umiejętności by się nim zająć.

M.T.: Jak dużo zwierząt znajduje się obecnie w schronisku?

B.H-B.: Kotów mamy 26, a psów 139.

M.T.: Każdy z nas wie, że wszystkie zwierzątka chciałyby mieć swój dom i dobrego, kochającego pana. Czy udaje się zorganizować dom dla wielu zwierząt?

B.H-B.: Dla przykładu powiem, że spośród 250 psów mamy około 100 odbiorów przez samych właścicieli. Wielu ludzi wraca do nas szukając swojego zwierzęcia, chociaż nie wszyscy. Drugie 100, 130 zwierząt rocznie jest adoptowanych. Z tym jest różnie.

M.T.: Czy każdy może zaadoptować, przygarnąć zwierzę?

B.H-B.: Tak, każda osoba pełnoletnia, która prowadzi własne gospodarstwo. Nie może to tak być, że przyjedzie młody człowiek, który skończył dopiero co 18 lat, mieszka u rodziców, a weźmie sobie psa. Wielu młodych ludzi się oburza , twierdząc, że są dorośli. Jednak nie można wziąć psa do nie swojego domu. Wymagana jest wtedy wizyta i zgoda rodziców.

M.T.: Jak to zrobić?

B.H-B.: Wybieramy sobie zwierzę (psa lub kota). Rozmawiamy o nim z opiekunem-stróżem, bo jeśli wiadomo o jakiejś dysfunkcji, agresywności zwierzęcia to musimy o tym fakcie powiadomić przyszłego opiekuna ,możemy również odmówić jego adopcji. Chyba, że ktoś jest do tego stopnia uparty, że pragnie przyjąć zwierzę takim jakim jest podpisuje stosowne oświadczenie, że został poinformowany o problemie i podejmie się leczenia i dbałości o przygarnięte zwierzę. Podpisujemy umowę adopcyjną, czyli powierzenie opieki do końca życia zwierzęcia. Zaznaczam, to nie jest absolutnie sprzedaż. Jest taki zapis w umowie, że zwierzę może wrócić tutaj, bo zdarzają się różne sytuacje. U nas zwierzę jest w grupie, a u kogoś w domu może dojść do zaburzenia hierarchii stada. My jesteśmy zobowiązani do kontroli sprawdzenia warunków bytowych zwierzęcia w nowym domu.

M.T.: Zdaję sobie sprawę, że utrzymanie zwierząt w schronisku kosztuje; są przecież szczepienia, sterylizacje, wyżywienie itd. Ile w takim razie kosztuje adopcja?

B.H-B.: W zasadzie adopcja nie kosztuje nic. Jest tylko zwrot za zabiegi i to są częściowe zwroty za szczepienia, sterylizację lub kastrację. W przypadku samca to jest 60 zł, bo to jest 30 zł za szczepienia i 30 zł za kastrację. To jest właściwie połowa stawki. W przypadku suki to jest 30 zł za szczepienia i 90 zł za sterylizację, ponieważ to już jest zabieg chirurgiczny. Wychodzi zatem 50% kosztów, a resztę dopłacamy my jako stowarzyszenie.

M.T.: Czy istnieje możliwość organizacji tzw. „domów tymczasowych” dla zwierząt? Na jakiej zasadzie przygarnia się wtedy psa lub kota?

B.H-B.: Jak najbardziej, istnieją takie „domy tymczasowe” z tym, że u nas jest to na takiej zasadzie, że ludzie biorący zwierzę podpisują takie oświadczenie, że będą się nim opiekować, leczyć, a w momencie kiedy przychodzi pora na szczepienie i jest zdrowe ci państwo je adoptują. Pozytywne jest to, że zwierzę zostaje w tym środowisku, w którym dochodziło do siebie. Ja jestem przeciwna temu, żeby dać zwierzęciu na chwilę niebo, a potem kazać mu wrócić do klatki. Jest propagowane coś takiego jak „wakacje dla zwierząt”, jednak ja nie popieram tego typu akcji.

M.T.: Dziękuję uprzejmie sympatyczną rozmowę i otwarcie oczu na wiele spraw, których wcześniej nie dostrzegałam. Życzę spełnienia zawodowego i jak najwięcej życzliwych ludzi  dążących wraz z Panią ku szczęściu zwierząt.

Naszych czytelników gorąco zachęcam do odwiedzania chojnickiego Schroniska „Przytulisko”, obcowania ze zwierzętami, bowiem wiele możemy się od nich nauczyć. W końcu czego nie nauczą nas ludzie – z całą pewnością nauczą zwierzęta… Nie bójmy się nieść pomoc. Pamiętajmy, że zwierzęta są jak ludzie – też czują!

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.