Wspomnienie wyborów czerwcowych z 1989 r.

Nie ulega wątpliwości, że cały rok 1989 obfitował w przełomowe wydarzenia. Podobnie jak 200 lat wcześniej Wielka Rewolucja Francuska obalając ancien regime (stary porządek) odmieniła historię świata, tak na naszych oczach zmieniał się świat końca XX wieku. Dla Europy największą zmianą była z pewnością listopadowa noc z czwartku 8 – go na piątek 9 – go, kiedy to upadł Mur Berliński.

Dla Polski były to wydarzenia wcześniejsze, a mianowicie pierwsze wolne wybory z niedzieli 4 czerwca. Tego właśnie dnia, podczas pierwszej tury wyborów, miliony Polaków, przy pomocy kart wyborczych zadały k’nock out-ujący cios komunistycznej dyktaturze. Cios, po którym Polska wykonała zwrot o 180 stopni. Cios, po którym wielu zyskało wiarę w to, że możemy i potrafimy wziąć odpowiedzialność za ojczyznę i budować ją na miarę kraju europejskiego.

W skali kraju, po ustaleniu terminu wyborów czerwcowych przy Okrągłym Stole, doszło do mobilizacji wszystkich niemal sił PZPR. Założono koalicję ze Stronnictwem Demokratycznym (SD) i Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym (ZSL), zgromadzono fundusze i ustalono strategię. To samo, choć na mniejszą skalę, odbywało się w Komitecie Obywatelskim „Solidarność”. Poparcie społeczne, niechęć obywateli do komunizmu i potrzeba zmiany przesądziły o zwycięstwie „Solidarności”. Obie siły nie podeszły do kampanii wyborczej z tożsamą determinacją. Dokładnie analizując działania. Opozycja już na starcie zyskała przewagę tworząc oddolny ruch społeczny popierający „Solidarność”. Angażowano głównie działaczy związkowych oraz inteligencję katolicką. W terenie zakładano regionalne oddziały Komitetów Obywatelskich. Pokazywano „Solidarność” jako jednolity, zwarty monument, o który miała rozbić się PZPR. Wewnątrz Komitetu starano się tłumić wszelkie spory, łagodzić tarcia personalne i ideowe. Najważniejsze działania propagandowe podjęte przez środowisko „Solidarności” to bez wątpienia:
(można wyliczać na palcach)

1.Stworzenie „drużyny Wałęsy”. – Wokół Lecha Wałęsy budowano wizerunek „Solidarności”, przy pomocy Wałęsy promowano kandydatów. Swoją postacią Wałęsa uwiarygadniał nierzadko nikomu nie znanych ludzi ubiegających się o mandaty do Sejmu i Senatu.
2.Komitet Obywatelski wyznaczył dokładnie tylu kandydatów, ile było miejsc, aby uniknąć podzielenia elektoratu – dało to „Solidarności” znaczną przewagą nad podzieloną koalicją PZPR.
3.Kampania wyborcza była obliczona na maksymalne zbliżenie do obywateli. Dlatego właśnie na zebrania czy spotkania wyborcze zapraszano artystów (dziś powiedzielibyśmy celebrytów), którzy agitowali i jednocześnie zapewniali wyborcom rozrywkę.
4.Przygotowywano specjalne „ściągi”, mające wskazać jak głosować (duża część obywateli PRL była bowiem przyzwyczajona do mechanicznego wrzucania kartki do urny).
5.I wreszcie: Promowano kandydatów za pomocą plakatów i ulotek – co na tamte czasy było nowością.

Szczątkowa obecność opozycji w radio i telewizji rekompensowana była działalnością prasową. Wznowiono wydawanie „Tygodnika Solidarność”, uzyskano też poparcie redakcji „Tygodnika Powszechnego”. W maju ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej”, która odegrała ogromną rolę dla propagandy opozycyjnej. Lech Wałęsa mianował redaktorem naczelnym Adama Michnika, który w niezwykłym tempie rozbudował pismo do roli najsilniejszego dziennika na krajowym rynku. Udało się w ten sposób przełamać monopol informacyjny PZPR, a z czasem zepchnąć ją do defensywy.

Należy jeszcze pamiętać, iż poza KO „Solidarność” w wyborach wystartowało kilka mniejszych partii opozycyjnych, jak „Solidarność Walcząca”, UPR, PPS- RD czy KPN. Nie uczestniczyły one w obradach Okrągłego Stołu, tym samym nie otrzymały dostępu do mediów, co było powodem ich marginalizacji i spadku ich znaczenia.

W tym samym czasie kampania wyborcza koalicji PZPR, ZSL, SD i PAX-u była prowadzona w według PRL-owskich wzorców. Bez energii, bez polotu, bez interakcji z wyborcami. Koalicjanci nie mogli dojść do zgody, w kwestii wystawianych kandydatów – doszło do podziału i tak niewielkiego elektoratu. Dochodziło także do licznych, nierzadko bardzo ostrych konfliktów personalnych – niektóre osoby usuwano z PZPR, by nie mogły stratować z list partii.

W moim odczuciu najważniejszą jednak kwestią, która przełożyła się na wynik wyborów był fakt, że w 1989 roku ludzie szukali alternatywy. Szukali innej partii niż PZPR. Partii, na którą mogliby i chcieliby oddać głos. Moment ten wykorzystała „Solidarność”.

Same wybory przebiegały spokojnie. Frekwencję wyborczą oceniono na niezbyt wysoką – nie głosowało ponad 10 milionów z 27 milionów uprawnionych do głosowania. Było to wynikiem postępującej apatii społeczeństwa, które nie wierzyło, że wybory mogą coś zmienić. Wyniki jednak zmiażdżyły PZPR. Na 161 miejsc w Sejmie dostępnych w wolnych wyborach, w pierwszej turze opozycja zdobyła 160,a pozostały kandydat przeszedł do drugiej tury. Ze 100 miejsc w Senacie w pierwszej turze kandydaci „Solidarności” obsadzili 92, o pozostałych mandatach również miała rozstrzygnąć druga tura. Z kolei partyjni kandydaci, zajmujący 65 proc. miejsc zagwarantowanych Okrągłym Stołem nie otrzymali więcej niż kilka procent głosów (z wyjątkiem trzech, nieformalnie popartych przez „Solidarność”) i o swoje mandaty musieli walczyć w drugiej turze. Klęska koalicji PZPR była całkowita. To był szok.

W mieście Chojnice wobec legalizacji „Solidarności” Komitet Obywatelski powstał na dwa miesiące przed wyborami – 4 kwietnia 1989. Głównym zadaniem komitetu było przygotowanie akcji wyborczej. W skład komitetu weszły następujące osoby: Stanisław Dembek, Maria Eichler, Alojzy Erdmańczyk, Ludwik Gólski, Teresa Plata, Leon Reszkowski, Maria Suczyńska i dr Jerzy Suczyński (został on przewodniczącym chojnickiego Komitetu Obywatelskiego). Wśród wartości, o które dopominała się „Solidarność” były między innymi ochrona praw i wolności obywatelskich, integracja społeczeństwa na rzecz reformy gospodarczej, walka z patologiami społecznymi, podejmowanie interwencji na rzecz obywateli, rozwój oświaty i kultury, a także co bardzo istotne w kontekście samorządu – prowadzenie kampanii wyborczej do władz miasta. Z pewnością nie udałoby się w tak krótkim czasie zbudować struktur, gdyby nie wsparcie ze strony Kościoła katolickiego. W mieście swojego politycznego zaangażowania nie ukrywał proboszcz chojnickiej Fary ks. Roman Lewandowski, a także ks. Ryszard Ptak. Obaj kapłani opiekowali się w Chojnicach Duszpasterstwem Ludzi Pracy – ogólnopolskiej, przykościelnej organizacji, której celem działania był społeczny opór przeciwko dyktaturze komunizmu. To właśnie z pośród Duszpasterstwa Ludzi Pracy wywodzili się przyszli politycy i samorządowcy. Zarówno poseł Ignacy Guenther (Duszpasterstwo Rolników), jak i burmistrz Leszek Chamier Ciemiński, radni: Ludwik Gólski, Jerzy Szulc, Janusz Ziarno, Bogdan Kuffel, Jerzy Wawrzyniak, Piotr Eichler, Janusz Palmowski, czy Andrzej Górnowicz (nieformalnie).

W owym czasie Chojnice należały do województwa bydgoskiego zatem to w stolicy województwa zapadały najważniejsze decyzje personalne. Taktyka Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” była od początku klarowna: Wystawiano bowiem po jednym kandydacie do mandatu na jedno miejsce. Sprawiało to, że akumulowało się poparcie społeczne i dzięki temu, żaden głos oddany na „Solidarność”, nie mógł się zmarnować. Sam przebieg wyborów był następujący: Wyborcy otrzymywali karty do głosowania w ilości zależnej od ilości mandatów, które w danym okręgu były do obsadzenia.

W województwie bydgoskim były do sejmu okręgi cztero-mandatowe. Wyborca otrzymywał sześć kart do głosowania:

1.Listę z kandydatami z listy krajowej;
2. Listę z kandydatami na senatorów;
3. 4 listy z kandydatami na posłów z okręgu;

Wybory odbywały się na zasadzie skreślenia wszystkich kandydatów, których wyborca chciał wyeliminować. Pozostawić zaś należało wolne pole przy nazwisku swojego kandydata. Była to niezwykle skomplikowana metoda, która de facto doprowadziła do ogromnej ilości głosów nieważnych.

Z okręgu wyborczego numer 14 (Chojnice) do Sejmu PRL X kadencji i Senatu I kadencji z KO „Solidarność” wystawiono następujących kandydatów: Do Sejmu startował Ignacy Guenther (działacz NSZZ „Solidarność; rolnik indywidualny) – z powodzeniem ubiegł się o mandat nr 56. Do Senatu reprezentanci województwa bydgoskiego: Antoni Tokarczuk (działacz NSZZ „Solidarność” z wykształcenia socjolog, pracownik bydgoskich zakładów „Romet”) oraz Aleksander Paszyński(działacz NSZZ „Solidarność; dziennikarz pracownik spółki „Agora” – mieszkaniec Warszawy, który z rekomendacji Komitetu startował w województwie bydgoskim). Ciekawym zjawiskiem było to „ręczne sterowanie” kandydaturami i wyciąganie niektórych pretendentów do mandatu z „teczki” czy dziś rzeklibyśmy z „kapelusza”. Jakkolwiek, nie ulega wątpliwości, że kandydatura Ignacego Guenthera była szczególnie przemyślana. Jednocześnie wskazanie na Guenthera odbyło się po długich i szorstkich negocjacjach. Ambicję na start miało w Chojnicach bowiem kilku kandydatów. Wymieńmy chociażby: Jerzego Suczyńskiego, Ludwika Gólskiego czy Jerzy Kądziela. Kandydaturę Guenthera wysunęły środowiska rolnicze i to on na mocy porozumień z bydgoskim Klubem Inteligencji Katolickiej i środowiskami robotniczymi ostatecznie znalazł się na liście. Co istotne – pomocnym był fakt, że uczestniczył on w bydgoskich strajkach w roku 1988.

Z innych komitetów z okręgu 14 do Sejmu startowali: PZPR – Bogdan Pokorski (dyrektor chojnickiego ZREMB-u), Zbigniew Grugiel (leśnik z Tucholi), Edward Meyer (rolnik ze Swornegaci), Krzysztof Mutter (rolnik z Kamienia Krajeńskiego), Henryk Derkowski (dyrektor PGR Rulewo) i Jerzy Wnuk (lekarz ze Świecia); ZSL – Robert Abramowski (wicedyrektor cukrowni w Świeciu), Krystyna Bauza (nauczycielka z Więcborka), Ryszard Ciesielski (rolnik z Dąbrówki), Eugeniusz Kłopotek (pracownik Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy) i Wojciech Mojzesowicz (rolnik z Gogolnika); SD – Mirosława Grabarkiewicz (pielęgniarka z Nakła), Jerzy Wojciak i Wiesław Wróbel (obaj z Bydgoszczy); Kandydaci bezpartyjni prócz Ignacego Guenthera to: z Chojnic Jan Kuchenbeker (pracownik PKS-u) Alfons Biodrowki (pracownik Lasów Państwowych z Czerska), Ludgier Rozanow (dyrektor Samopomocy Chłopskiej w Tucholi).

Do senatu najbliżsi Chojnicom byli Andrzej Rzeźniczak z Tucholi (prowadzący firmę w Chojnicach) oraz Kazimierz Fiałkowski z Kamienia Krajeńskiego. Reszta kandydatów wywodziła się z Bydgoszczy i Warszawy.

W okręgu nr 14 (Chojnice) frekwencja wyborcza była na poziomie 69,05%. W wyniku wyborów posłami w okręgu wyborczym Chojnice (14) zostali: Ignacy Guenther KO „Solidarność” (wybrany w I turze) oraz Zbigniew Grugiel PZPR, Wojciech Mojzesowicz (ZSL), Mirosława Grabarkiewicz (SD), Tadeusz Marchlik (PAX) (wybrani w II turze).

O ile wybory z 4 i ich druga tura z 18 czerwca w konsekwencji okazały się (nie bójmy się tego powiedzieć) projektem nieudanym – samo bowiem rozwiązanie sejmu z 1991 r. nie przyniosło oczekiwanych rozwiązań. To jednak zwycięstwo „Solidarności” z 4 czerwca okazało się przełomowe dla losów naszej ojczyzny. Na zrębach czerwcowych wyborów narodziła się nowa jakość, nie tylko w polityce krajowej, ale również, czego wciąż doświadczamy – samorządowej. Ta jakość nazywa się demokracja. Opiera się ona na poszanowaniu godności ludzkiej, praw człowieka i wolności obywatelskich. Dziś, w trzydziestą rocznicę tamtych wydarzeń musimy zdać sobie sprawę z tego, że to my jesteśmy spadkobiercami tamtych idei. To na nas spoczywa odpowiedzialność by nie wróciły tak promowane dziś standardy dawnej epoki.

Bo przecież, nie o taką Polskę walczyli uczczeni dziś, w sposób szczególny, pierwszy burmistrz III RP – Leszek Chamier Ciemiński, i pierwszy Starosta Powiatu Chojnickiego III RP Janusz Palmowski. Obaj oni znali właściwe znaczenie słowa „Solidarność” – „być z kimś”, „być przy kimś”, a nie „przeciwko komuś”.

dr Arseniusz Finster
dr Przemysław Zientkowski

przez chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.