Prywatne śledztwo. Wypadek na kolei

Był gorący 1980 rok. Burzliwy sierpień. To właśnie wtedy,
konkretnie 19 sierpnia doszło do straszliwego w skutkach
wypadku kolejowego w Otłoczynie. Dlaczego się wydarzył,
próbuje odpowiedzieć Anatol Noskowicz.








Anatol Noskowicz
Jest autorem książki „Wypadek kolejowy pod Otłoczynem”, która niedawno ujrzała światło dzienne, wydana dzięki pomocy Urzędu Miejskiego w Chojnicach, w co osobiście zaangażował się przewodniczący Rady Miejskiej Antoni Szlanga. Skąd to zainteresowanie? Powód jest oczywisty – o spowodowanie katastrofy, w której zginęło 67 osób, oskarżono zabitego w niej chojnickiego maszynistę Mieczysława Roschka. A autor publikacji ma poważne wątpliwości, czy toruńska prokuratura, umarzając śledztwo i przypisując winę nieżyjącemu chojniczaninowi, należycie zbadała wszystkie okoliczności, zgromadziła wszelkie dowody, zweryfikowała hipotezy i generalnie – czy jej ustalenia można uznać za pewne.


Kozioł ofiarny?
21 października Anatol Noskowicz promował swoją książkę w ratuszu w Chojnicach, przepytywany przez dr. Przemysława Zientkowskiego, który sprawował pieczę nad tym wydawnictwem. – Wielokrotnie pytano mnie, po co ruszam ten temat, gdy kwestionowałem ustalenia komisji powypadkowych – opowiadał Anatol Noskowicz. – Gdy chciałem robić doktorat z wypadków, doradzono mi zmianę zainteresowań. Nawet żona pytała, po co się wychylam i co mi to daje? Jednak Noskowiczowi chojnicki aspekt wypadku pod Otłoczynem nie dawał spokoju. Jego zdaniem śledztwo zostało umorzone za wcześnie, a praca prokuratury pozostawia wiele do życzenia. Z jego przemyśleń wynika, że Mieczysław Roschek, który nie mógł już się bronić, stał się kozłem ofiarnym, bo trzeba było znaleźć winnego, a niewygodne fakty – ukryć bądź zatuszować. W tym kontekście przywołuje np. kwestię sprawności urządzeń kolejowych, nieprofesjonalnego zachowania dróżniczki i niewyjaśniony wjazd parowozu prowadzonego przez zawiadowcę z Aleksandrowa Kujawskiego na miejsce wypadku, a także brak dokumentacji związanej z pracą maszynisty i jego pomocnika. Pytania bez odpowiedzi W ratuszu nie zabrakło tego dnia kolejarzy, w tym także maszynistów. Byli członkowie rodzin zabitych, którzy do dziś zadają sobie pytania, jak mogło dojść do tego, że Mieczysław Roschek skierował pociąg towarowy na niewłaściwy tor, doprowadzając do zderzenia z pociągiem osobowym? – Mieli dla kogo żyć – wzdychają. – Czy to możliwe, że obaj się pomylili – i maszynista, i jego pomocnik? Książkę – wydaną w skromnym nakładzie – można nabyć w Promocji Regionu Chojnickiego. Warto poczytać!

Tekst i fot. Maria Eichler
mariaeichler33@gmail.com

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.