Andrzej Lorbiecki. Schrony bojowe pozycji osłonowej Rytel. Cz. 2

Pozycja Rytel, mimo ogromnego wysiłku dowództwa i żołnierzy 35 pułku piechoty nie została ukończona do wybuchu wojny. Zdatnych do walki było tylko 23 % schronów, pozostałe były w różnym stadium budowy. Największym mankamentem linii obronnej było otwarte skrzydło pod Pamiętowem, co umożliwiało nieprzyjacielowi wejście na tyłu obrońców.

Nocą z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku oddziały 35pp zajęły przewidziane dla nich stanowiska obronne. Na północy, na odcinku Żalno, stanął II batalion majora Bronisława Wandycza, wzmocniony plutonem działek przeciwpancernych. Na jego korzyść miała działać 7. bateria 9 pal, uzbrojona w 4 haubice 100mm. Batalion zabezpieczył się czatami wystawionymi w Silnie i Ciechocinie. W centrum obrony wydzielono odcinek ,,Kęsowo”, obsadzony przez 1 kompanię strzelecką, wzmocnioną 1 działkiem przeciwpancernym. Czata znajdowała się w Obrowie. Na korzyść obrońców odcinka miała działać 8. bateria 9 palu. Na południu wydzielono odcinek ,,Ludwikowo”, gdzie swoje stanowiska zajął III batalion kapitana Wojsznarowicza, wzmocniony plutonem działek przeciwpancernych. Rdzeń obrony miało stanowić wzgórze 143 pod Drożdżenicą. Batalion zabezpieczył się placówkami wystawionymi w rejonie gorzelni Przymuszewo, Drożdżenicy i Zalesiu. Na korzyść obrońców miała działać 9 bateria 9 palu. W odwodzie pozostawiono niepełny I batalion majora Kazimierza Poschingera, rozmieszczony we wsi Jeleńcz, kompanię zwiadu w Tuchółce, kompanię techniczną oraz 4 działka przeciwpancerne. Sztab pułku stanął w Dworze Tuchołka, natomiast tabory rozmieszczono na zapleczu, w Mędromierzu Wielkim i Żalnie. Wsparcie artyleryjskie obrońcom pozycji Rytel zapewniał 9 dywizjon artylerii ciężkiej. Jego dowództwo znajdowało się w Mędromierzu Małym. Bateria haubic 155 mm zajęła stanowiska w lesie, na północ od dworu Słupy. Jej zadaniem był ostrzał w kierunku na Sławęcin i Lichnowy. Bateria dalekonośnych dział 105 mm stanęła w rejonie Dworu Wieszczyce. Jedno działo wysunięto w rejon lasu Góry Kozackie. Zadaniem baterii był ostrzał w kierunku na Kamień, Włościborz i Wałdowo.

1 września o świcie tylko część 35 pp. ubezpieczała pozycję obronną, reszta pozostawała w miejscach budowy fortyfikacji, aby od rana kontynuować pracę. Ok. godz. 4.00 dowódca plutonu artylerii pułku por. Jan Tarnowski, który pełnił służbę oficera dyżurnego, obudził dowódcę pułku ppłk dypl. Jana Maliszewskiego, informując go o rozpoczęciu działań wojennych. Własne pozycje obronne były położone 12 km od granicy. Odległość ta, jak również opóźnianie nieprzyjaciela przez oddziały Straży Granicznej, kawalerii dywizyjnej i dywizyjnej kompanii kolarzy (wysuniętych przed 35 pp.), pozwoliły uniknąć zaskoczenia i zająć przygotowane wcześniej pozycje obronne.

Dlatego 35 pp. nie dał się zaskoczyć. Do godz. 8.00 dokonano przesunięć jednostek odwodowych: 1 batalion mjr Kazimierza Poschingera przeszedł do wsi Jeleńcz, a kompania zwiadowców ppor. Jana Żelisława Mazurka- do miejsca postoju dowódcy pułku w majątku Tuchołka. Północnej części odcinka, w okolicy Ciechocina, bronił 2 batalion mjr Bronisława Wandycza, a południowej, w okolicy Pamiętowa – 3 batalion kpt. Antoniego Wojsznarowicza. Wsparcia udzielał pułkowi 3 dywizjon 9 pułku artylerii lekkiej i 9 dywizjon artylerii ciężkiej.

W godzinach południowych na wszystkie pozycje 35 pp od Ciechocina do Pamiętowa spadł grad ognia niemieckiej artylerii (strzelała w sile ok. sześciu dywizjonów, w tym dywizjon z Arnswalde), ale ogień ten nie wyrządził poważniejszych szkód. Następnie linie obrony 35 pp. na całej długości zaatakowała 2 DPZ (d-ca gen. Paul Bader). Główny kierunek uderzenia skierowano na południowy odcinek 3 batalionu w obszarze Drożdżenica – Pamiętowo. Pomimo wsparcia piechoty niemieckimi czołgami atak powstrzymano. Straty Niemców były duże, lecz trudne do określenia, gdyż w późniejszym czasie poległych ekshumowano. O zaciętości polskiej obrony na tym odcinku świadczy fakt, iż w schronie Drożdżenica łuski karabinowe tworzyły warstwę do kolan.

Również na północnym odcinku, obsadzonym przez 2 batalion, nieprzyjacielska piechota wraz z czołgami szturmowała polskie pozycje, lecz po stracie kilku maszyn, zniszczonych ogniem działek ppanc, szeroko zaległa na przedpolu. Także tutaj Niemcy ponieśli duże, krwawe straty, wynoszące ok. 150-200 poległych lub ciężko rannych. W ciągu całego dnia w walce z 35 pp niemiecka 2 DPZ nie uzyskała powodzenia i poniosła poważne straty w zabitych i rannych. Gen. Heinz Guderian – dowódca XIX Korpusu Pancernego, w skład którego wchodziła dywizja – napisał: „Meldunki z 2 zmotoryzowanej dywizji piechoty donosiły, że jej natarcie utknęło przed polskimi zasiekami z drutu kolczastego. Wszystkie jej trzy pułki piechoty były rozwinięte w jednym rzucie; dywizja nie posiadała już żadnych odwodów (…). Z kolei adiutant I dywizjonu 2 pułku artylerii zmotoryzowanej – w relacji z natarcia na polskie pozycje – podał: (…) teren przedpola, na którym działali [atakujący], był w polu śmierci licznej polskiej broni maszynowej, świetnie zamaskowanej, nieuchwytnej dla obserwatorów artylerii.

1 września wieczorem zwycięzcą był 35 pp., który odparł wszystkie ataki kilkakrotnie liczniejszego, lepiej wyposażonego i posiadającego silniejsze uzbrojenie nieprzyjaciela. Osiągnął to przy stosunkowo niskich stratach własnych w porównaniu z tymi, które zadał Niemcom. Straty pułku wyniosły ok. 30 – głównie rannych – żołnierzy. Powodzenie to było możliwe (nawet pomimo rozciągnięcia pułku na olbrzymim odcinku) dzięki mocnemu oparciu obrony o uprzednio odpowiednio trafnie dobrane i przygotowane pozycje – trudne do pokonania przez broń pancerną. Nie bez znaczenia była także postawa dowódcy pułku ppłk Maliszewskiego, który samochodem, konno lub pieszo, jeśli drogi były pod zbyt wielkim ostrzałem, docierał do walczących oddziałów i własnym przykładem wpływał na morale żołnierzy.

Dodatkowym akcentem podkreślającym sukces pułku był przeprowadzony wieczorem wypad odwodowej 6 kompanii pod dowództwem kpt. Bogusława Białka, który na czele 120 żołnierzy uderzył na zajęte wcześniej przez Niemców Siciny. Kpt. Białek, chcąc ulżyć swoim żołnierzom, rozkazał zostawić plecaki w okopach. Wprowadziło to Niemców w błąd i było powodem ich późniejszych meldunków, w których podawali, iż byli atakowani na tym odcinku przez polską kawalerię. W tym dniu na szczególne wyróżnienie w pułku zasłużyli m.in.: szef 4 kompanii sierż. Kałek, który na wysuniętej czacie swojej kompanii we wsi Ciechocin, strzelając z visa w szczeliny niemieckiego czołgu, próbował obezwładnić jego załogę; dowódca 9 kompanii por. Tomasz Jasiński, który osobistym przykładem zażegnał początkową panikę swojej kompanii, wywołaną pojawieniem się czołgów; dowódca plutonu artylerii pułku por. Wacław Tarnowski, który prowadził bardzo skuteczny, bezpośredni ogień działonu do czołgów i piechoty niemieckiej. Natomiast całkowicie zawiedli kwatermistrz pułku kpt. Teodor Suchomski i naczelny lekarz pułku kpt. lek. Jerzy Płachecki, którzy opuścili swoje stanowiska.

Na koniec dnia żołnierze pułku z wiarą, nadzieją – i teraz już z pewnością, że potrafią skutecznie walczyć z Niemcami, patrzyli w przyszłość. W większości nie wiedzieli jednak, że dzień ten przyniósł również całkowite odcięcie pułku i wyjście nieprzyjaciela na jego tyły. Zdawał sobie z tego sprawę dowódca pułku, który już rano ok. godz. 8.00 zaobserwował na skrajnym, południowym odcinku obrony ruch wielkiej masy czołgów nieprzyjaciela. Była to niemiecka 3 Dywizja Pancerna (d-ca gen. Leo von Schweppenberg) z XIX Korpusu Pancernego gen. Guderiana, która nie zwracając uwagi na położone o 3,5 km na północ od niej polskie oddziały, parła nieprzerwanie na wschód szosą Sępólno-Wałdowo. Tylko dzięki sztywnemu trzymaniu się przez tę dywizję planu jak najszybszego dojścia do Wisły 35 pp. uniknął całkowitego rozbicia już 1 września. Droga na południe została mu jednak odcięta.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *