Pani od guli w gardle i od smucenia

Sylwia Chutnik, pisarka i działaczka społeczna 24 kwietnia wykładała swoje credo w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Nic dziwnego, czytanie ma we krwi, więc może być żywą reklamą „Dwóch tygodni z książką”.

Kobieta o różowych pasemkach we włosach, z uśmiechem na twarzy przypominała, że jej ekscentryczny image już w czasach, gdy była nastolatką, budził różne reakcje. – Byłam takim kolorowym ptakiem, którego często opluwano – wspominała. Kojarzona z feminizmem, mówi, że nie będzie się upierać przy stosowaniu właśnie tego słowa, ale za ideę to już da się posiekać. Bo płeć żeńska wciąż jeszcze stoi w kącie i musi upominać się o swoje prawa. Boli ją to, że tak mało kobiet uczestniczy w publicznej debacie, boją się tego i nie mają doświadczenia. A przecież można się tego nauczyć. I warto to zrobić, żeby głos kobiet był słyszalny.

Blog i felietony

Chutnik czyta namiętnie od dziecka. Teraz prowadzi również recenzencki blog, w którym zamieszcza wrażenia z przeczytanych lektur. Jak mówi, brakuje jej drapieżnego pazura i raczej nie potrafi nikogo zjechać. Woli dostrzegać dobre strony książek i zachęcać do czytania. – Zdarza mi się, że bardzo zazdroszczę niektórym autorom – śmieje się. – Kurczę, mówię sobie, ale fajnie to jest napisane… Używa za to sobie w felietonach pisanych razem z Grażyną Plebanek na łamach „Polityki”.

Ambasadorka czytania

Na poważnie jej pisanie zaczęło się od „Kieszonkowego atlasu kobiet”, który przyniósł jej „Paszport” tygodnika „Polityka”. Impulsem były spacery z dziecięciem w wózku i obserwacja mijanych kobiet, którym Chutnik wymyśliła życiowe historie. Sama mówi, że jest raczej od pisania smutnych rzeczy, od guli w gardle. – Chciałabym pisać ku pokrzepieniu serc, ale to nie dla mnie – wyznaje.
Inspiruje ją codzienność, zajmuje się drobiazgami, ale jak podkreśla, chyba są one uniwersalne, skoro jej książki są tłumaczone. Jest też ambasadorką czytania, bo uważa, że trzeba uczyć obcowania z papierem, kulturą, która na naszych oczach umiera. I trzeba zrobić wszystko, żeby ją podtrzymać. Ale nigdy nie powie, że jeśli ktoś nie czyta, to jest głupkiem. Bo z czytania nie zawsze wynika mądrość i dobro… – Ale zachęcam, żeby wyrobić sobie nawyk czytania, chociaż pięć minut dziennie – zachęcała. – Wodzić oczyma z lewej do prawej, inaczej chłonie się treści, trzymając w ręku książkę, to uspokaja…

Tekst i fot. Maria Eichler

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.