Szacunek

Takiego festiwalu szczucia, kłamstw i zaklinania rzeczywistości nie było od dawna.

Najpierw fakty. Już od połowy stycznia, gdy ZNP rozpoczął spór zbiorowy, było wiadomo, że trzeba rozmawiać z nauczycielami na temat wzrostu wynagrodzeń. Rząd lekceważył to ponad dwa miesiące. Pokazał gdzie ma nauczycieli, których realne płace spadły o ok. 25% w ciągu ostatnich kilku lat, w stosunku do średniej płacy w gospodarce i zbliżyły się do płac minimalnych. Te dane można prześledzić, między innymi, na portalu money.pl. Pracownicy oświaty zobaczyli, że prezes Kaczyński i jego podwładni rozdają pieniądze, więc upomnieli się o swoje. Cóż usłyszeli od miłościwie panujących? Minister Marek Suski stwierdził, że między zarobkami nauczyciela dyplomowanego, a posła jest niewielka różnica, bo nauczyciel ma 5000 [ha, ha!], a poseł 8000. Jeśli dla ministra jest to niewielka różnica, to śmiało można powiedzieć, że błędy lekarzy są na cmentarzu, a nauczycieli w rządzie. Szef Gabinetu Prezydenta Krzysztof Szczerski przypomniał pedagogom, że nie żyją w celibacie i czeka na nich 500+. Profesor (!) pisywał kiedyś mądrzejsze rzeczy, ale widocznie brak mu taktu i wyobraźni. Szczytem bezczelności było „ja pracowałem dla idei, pracuję dla idei i będę pracował dla idei” marszałka Senatu Karczewskiego, który miesięcznie dostaje tyle kasy co dziesięciu nauczycieli i żyje na koszt podatnika. Do tego marszałek wyjechał z tym tekstem w czwartym dniu strajku. Kiedy już rządzący poczuli strajk na plecach usiedli do stołu, ale nie z wolą negocjacji. Mieli przygotowaną „ustawkę” z oświatową „Solidarnością” licząc, że skłóci to belferską brać. Przewidziałem to już pierwszego dnia strajku okupacyjnego w krakowskim Kuratorium. Jeśliby wicepremier Szydło chciała wynegocjować nieprzystąpienie do strajku, mogła to zrobić na samym początku rozmów. Wtedy, brakujące (według niej) pieniądze na podwyżki znaleźli w budżecie przedstawiciele pracodawców. Rząd nie był tym zainteresowany. Podwyżki dla oświatowców nie dadzą im przełożenia na głosy wyborcze, a to w perspektywie najbliższych dwóch lat jest najważniejsze. Szczucie typu premierowskiego, że nauczyciele pracują trochę mniej, przyniosło mniejsze efekty niż się spodziewano na Nowogrodzkiej. Dobrze pamiętam lata PRL-u, więc chwilami zastanawiam się, czy zakłamanie w dobie PiSu nie pobiło komunistów. Kiedy słyszałem, że zwiększenie obowiązkowych godzin lekcji do 22 lub 24 jest godną propozycją, to przypomniał mi się „Rok 1984” Orwella. Jeśli wspaniała jest oferta: zwolnimy co czwartego z was i podzielimy między siebie jego zarobki, to hipokryzja nie osiągnęła jeszcze swoich granic.

Tak na marginesie, jeszcze za czasów poprzedniego rządu robiono badania czasu pracy nauczycieli z hipotezą, że pracują mniej niż 40 godzin tygodniowo i będzie podstawa do zwiększenia pensum dydaktycznego. Tymczasem okazało się, że wyszło ok. 46 godzin. Pewnie, że nie każdy nauczyciel i nie każdej specjalności – tutaj można pokusić się o zróżnicowanie pensum, zresztą już dzisiaj jest ono większe w niektórych specjalnościach. Żeby było ciekawiej, to strona rządowa za każdym razem stosuje inne wyliczenia finansowe, które same sobie zaprzeczają lub czasami wskazują nawet na obniżkę stawki godzinowej. Do tego dołóżmy konwencje PiS-u, gdzie prezes Kaczyński ani słowem nie zająknął się o strajku nauczycieli, a zaoferował 500+ za krowy! Wybór tego argumentu na kupowanie wsi był w złym momencie i z tego powodu określiłem go strzałem w kolano.

Czego nie przewidział PiS? Szczucie na nauczycieli nie przyniosło masowych efektów. Manewr z włodarzami klasyfikującymi przyszłych maturzystów pokazał, że nie ma żadnej woli negocjacji, a chodzi tylko o to, by nowogrodzkie myślenie było na wierzchu. Nie oszukujmy się, zamiast egzaminów ósmoklasistów i gimnazjalistów mógł być konkurs świadectw, a matury i nabór na studia można było opóźnić o kilka tygodni. Ściema z okrągłym stołem, który miał być tylko rozbiciem nauczycielskiego środowiska i mruganiem okiem do reszty społeczeństwa – zobaczcie chcemy rozwiązać problemy oświaty, a oni tylko chcą kasy! Kształt „okrągłego stołu” jest wymowny – stół prostokątny, z kantami!

Trzeba było, Panie Premierze Morawiecki i Panie Prezydencie Dudo, zaproponować go w styczniu z czystymi intencjami. Dzisiaj rządzący doprowadzili do tego, że żądania płacowe przerodziły się w żądania systemowych zmian w oświacie, która została cofnięta programowo o wiele lat. Bardzo dobrze, że teraz chodzi już o szersze zmiany. Gorsze jest coś innego. Wybrani do rządzenia przez suwerena, okazali katastrofalny brak szacunku dla nauczycieli i pracowników oświaty.

Jak mamy w szkołach uczyć szacunku, kiedy nam się go nie okazuje? Jak???

przez chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.