Zamek Peles w Rumunii – Atrakcja z najwyższej półki

Pierwszy artykuł z Rumunii i od razu zaczynamy z tak zwanej „grubej rury”. Zabiorę Was do miejsca niesamowitego, które trzeba zobaczyć na własne oczy. Po prostu nie da się tego wszystkiego opisać w jednym artykule, a to wszystko za sprawą zbiorów muzealnych i oryginalnego wystroju wnętrz, które cudem przetrwało dwie wojny światowe i zarazę komunistyczną. Zapraszam Was do letniej rezydencji królów rumuńskich – Zamku Peles.

Zamek Peles na Wołoszczyźnie w Rumunii

Troszkę o rumuńskiej dynastii królewskiej

Znacie Hochenzollernów? No jasne, że tak. Pewnie obiło Wam się to nazwisko podczas zwiedzania polskich zabytków związanych chociażby z Krzyżakami, a może podczas jakiejś nudnej lekcji historii. Nie wiem jak dzisiaj, ale kiedyś to właśnie ta dynastia rządziła w krajach niemieckojęzycznych.

  • Ufff… Sporo tego, ale i tak ciągle mało – pomyśleli Hochenzollernowie w roku 1866, kiedy to po wygnaniu swojego władcy Aleksandra Jana Cuzy, Rumunia pogrążyła się w chaosie i zawołali
  • Tej. Karol! Weź tam jedź zrób porządek. Zrobimy Cię księciem Rumunii. Co Ty na to? – Karol zmarszczył czoło, spojrzał po twarzach zebranych i jęknął
  • No ale że do Rumunii?? Kuź…! – Jednak nie widząc szans na jakiś bardziej prestiżowy tron zwiesił nos na kwitnę i roniąc malutką łezkę zgodził się zostać władcą tego dość zacofanego, jak na swoje czasy, kraju.
Posąg księcia Karola

Jak był zacofany niech świadczy fakt, że gdy Karol dotarł do granic swojego nowego państwa, musiał przesiąść się z wygodnego pociągu do powozu, bo skończyły się tory kolejowe.

  • Będzie dobrze, będzie dobrze – mamrotał pod nosem sam do siebie, a powóz trzeszcząc zbliżał się powolutku do Bukaresztu.
  • Panie jesteśmy – usłyszał w końcu wymęczony władca, po czym wysiadł z powozu. Tam witany owacjami przez swoich poddanych popatrzył wokół siebie i zapytał swojego doradcy
  • No dobrze, a gdzie mój pałac? – Doradca dumnie podniósł prawicę i wskazał najbardziej okazały budynek w Bukareszcie – to tu książę!

Szkoda, że nie było wtedy kamer bo mina jaką zapewne strzelił Karol, była z tych nie do podrobienia. Pałac w którym miał zasiąść był wielkości domku dla służby w jego rodzinnym domostwie i o podobnym wystroju wnętrz. Karol zapłakał po raz drugi.

Po początkowym szoku wziął się Karol jednak do wytężonej pracy. Zreformował zapuszczony kraj. Pobudował drogi i kolej. Obronił Rumunię przed najazdem Turków i ostatecznie w roku 1881 został pierwszym królem Rumunii.

Czas zbudować coś porządnego, czyli historia zamku Peles

Tak być nie mogło, by wychowany w luksusach dumny przedstawiciel jednego z najznamienitszych rodów świata mieszkał jak jakiś lokaj. Prawda? To samo pomyślał król Karol i już w roku 1873 na jego polecenie wbito pierwszą łopatę w skaliste podłoże, które zapoczątkowało budowę nowoczesnego pałacu w miejscowości Sinaia.

Budowa ruszyła z kopyta, a rzesza budowlańców pod wodzą najznakomitszych architektów pracowała jak mróweczki, wznosząc pałac który miał przypominać Karolowi strony rodzinne. Nic więc dziwnego, że zdecydowano się wznieść rezydencję na wzór tej w Sigmaringen, w której Karol stawiał pierwsze kroki jako dziecko.

W końcu postawiono mury i do głosu doszli projektanci wnętrz, którzy nie licząc się z kosztami zaczęli wykańczać pałacowe pomieszczenia, by już w październiku roku 1883 Karol I mógł wyprawić bal inauguracyjny chwaląc się tym samym jedną z najnowocześniejszych i najpiękniejszych rezydencji królewskich.

Czego tutaj nie było: rzeźby sprowadzone specjalnie na zamówienie z najlepszych włoskich pracowni. Lustra i żyrandole wykonane rękoma artystów z wysp Murano.

Niesamowita kolekcja bibelotów z metali szlachetnych, czy około 50 zegarów będących prawdziwymi dziełami sztuki (czemu aż tyle? Podobno Karol I nie lubił się spóźniać), a także rzeczy bardziej przyziemne jak system wind, dzięki którym obżarci na bankiecie arystokraci nie musieli pokonywać zapierających dech w piersiach schodów, czy system centralnego odkurzania. Po prostu pełen lans.

Jednak nie oznacza to, że prace zostały całkowicie ukończone. Co to, to nie. Trwały jeszcze przez wiele lat, bo gdy tylko pojawiały się jakieś nowinki technologiczne, to Karol musiał je mieć.

Rok później zainstalowano na zamku w Peles pierwszy generator prądu, a już w roku 1897 niedaleko posiadłości stanęła pierwsza elektrownia, która w roku 1906 zasiliła między innymi salę kinową. To kino domowe, które zafascynowało króla Rumunii i jego gości, okazało się pierwszym kinem w całej Rumunii.

Polski wkład w budowę zamku Peles

Jak już pewnie zauważyliście Karol I miał ciągoty do nowinek technologicznych. Zapraszał w mury swojej rezydencji ludzi, którzy pomagali mu ciągle unowocześniać i tak już nowoczesną budowlę.

Właśnie dlatego, pewnego razu próg pałacu przekroczył niejaki Franciszek Rychnowski, znany i poważany lwowski wynalazca, który wyspecjalizował się w centralnych systemach grzewczych i to właśnie dzięki niemu Zamek w Peles nawet w najbardziej mroźne dni był przytulnym, ciepłym gniazdkiem. Na tyle dobrze sprawił się Franciszek, że otrzymał od Karola złoty medal zasługi Serviciu Credinciosu I klasy, co zaowocowało kolejnymi spektakularnymi zleceniami, ale to już temat na osobną historię.

Jak to się stało, że zamek w Peles przetrwał

No właśnie. Powiedzcie mi jak to się stało, że taki zamek z tyloma eksponatami przetrwał zawieruchę I wojenną, cały okres II wojny światowej i co najważniejsze, przetrwał dyktaturę komunistów z samym Nicolae Ceaușescu na czele. No pytam się jak to możliwe, że w czasach gdy u nas zabytki palono, a wnętrza wywożono do Moskwy tam wszystko przetrwało w praktycznie nienaruszonym stanie?

Pewnie odpowiedź jest bardziej złożona niż mogło by się wydawać, ale chyba ma to coś wspólnego z tym, że Niemcy w czasie 2 wojny pozostawili zamek rodzinie królewskiej, wszak to przecież Hochenzollernowie, czyli jak by nie patrzeć rodacy. Z kolei po wojnie pierwsze dwa lata szanowany przez lud król opierał się na tyle skutecznie władzom, że Rosjanie nie położyli swoich łap na tych niesamowitych skarbach.

Co prawda w roku 1947 zmuszono króla Michała I Rumuńskiego do zrzeczenia się tronu, a posiadłość przeszła na skarb państwa, jednak przetrwała w nienaruszonym stanie dzięki kustoszom zamku, którzy wmówili komunistom, że drewniany wystrój wnętrz jest zagrzybiony i nie warto ryzykować tutaj zamieszkania.

Ci strasznie się przerazili „groźnego” grzyba i zrezygnowali z pomysłu urządzenia tutaj swojej rezydencji. W roku 1953 utworzono muzeum, do którego teraz już zapraszam.

Co mamy dzisiaj, czyli zwiedzanie w ekspresowym tempie

Już sam wjazd do miejscowości Sinaia pokazuje z czym będziemy mieli do czynienia za moment, gdy staniemy pod samym zamkiem. Większość starych domów i posiadłości w okolicach zamku budowano tak, by zachować spójność architektoniczną z rezydencją. Co prawda dzisiaj ta harmonia zaburzona jest wplecionymi betonowymi klocuchami, ale przecież nie jesteśmy tu po to by zwiedzać Sinaię, tyko zamek, który jest po prostu uroczy.

Tak więc kupujemy bilety, płacimy horrendalną sumę za możliwość robienia zdjęć i stajemy w gigantycznej kolejce i to wszystko dość wczesnym rankiem w środku tygodnia. Aż strach pomyśleć co tu dzieje się w dni wolne od pracy. Zewsząd dobiegają różne języki, choć najbardziej słyszalnym jest ten, który wydźwięk ma niczym potężny karabin maszynowy – mowa oczywiście o języku niemieckim.

W końcu wchodzimy i zaczynamy maraton, a nawet śmiało mogę powiedzieć, że sprint. Chyba pierwszy raz mam tak mieszane uczucia po zwiedzaniu jakiegoś zabytku. Bo zawsze kończyło się na tym, że albo byłem zadowolony bo eksponaty i miejsce ciekawe, albo byłem niezadowolony bo nic nie było i wiało nudą.

Tu jest inaczej, bo eksponatów tyle i wnętrza takie, że nie wiadomo gdzie patrzeć, a jednak tempo jakie narzucają przewodnicy jest po prostu absurdalne.

Ja przyznam się szczerze, że nic nie wiem o czym mówił przewodnik, bo po prostu zacząłem pstrykać fotki w tempie ekspresowym a i tak popędzano mnie bym już kończył, bo moja grupa jest w innym pomieszczeniu. Normalnie tragikomedia.

Dopiero w domu, po zgraniu zdjęć z aparatu udało mi się przyjrzeć wszystkim detalom na spokojnie i faktycznie zobaczyć jakim kunsztem rzemiosła posługiwali się artyści, którzy byli odpowiedzialni za wystrój.

Gdyby tak dano mi więcej czasu, by obejść własnym tempem wszystkie udostępnione pomieszczenia których jest raptem 30 to pewnie spędził bym tutaj leciutko kilka godzin, bo uwierzcie mi (wiem powtarzam się) jest po prostu fenomenalnie.

Jak sobie pomyślę, że prawdopodobnie w Pałacu Marianny Orańskiej było podobnie, bo przecież to prawie ten sam okres, to aż mi się przykro robi, że u nas jednak nie udało się dotrwać do naszych czasów i trzeba jechać, aż do Rumunii by zobaczyć takie cuda. No ale cóż – jest jak jest.

Podsumowanie

Zamek w Peles jest fenomenalny, ale posiada swoje wady w postaci czasu zwiedzania jak i cen biletów czy opłaty za możliwość robienia zdjęć. Czy warto telepać się tyle kilometrów by go zobaczyć i bulić taką kasę za wejście? Jasne, że tak i jak tylko będziecie mieli okazję to ruszajcie na jego podbój. Mimo wszystkich niedogodności nie zawiedziecie się.

Ciekawostki zamku Peles

  • Niedaleko Zamku Peles znajdują się dwa pałace Pelisor i Foisor wybudowane na potrzeby rodziny królewskiej. Pałac Pelisor udostępniony jest do zwiedzania.
  • Kolekcja w zamku Peles składa się z: 4000 sztuk zabytkowej broni, 1500 sztuk unikatowych arcydzieł szklanych, 5500 eksponatów ze srebra i innych cennych kruszców, kolekcji witraży którymi ozdobiono 800 okien.
  • Król Michał I Rumuński odzyskał posiadłość w roku 2006 i w zamian za wynagrodzenie udostępnił on zamek do zwiedzania.
  • Zamek Peles był pierwszym europejskim zamkiem całkowicie oświetlonym przez prąd elektryczny.
  • Zamek Peles gościł wiele ważnych postaci historycznych, od muzyków i pisarzy, po królów i królowe. Najważniejszą wizytą był przyjazd cesarza monarchii austrowęgierskiej Franciszka Józefa w 1886 r. Mówi się, że tak bardzo spodobał mu się zamek i jego otoczenie, że nakazał zrobienie tylu fotografii ile się tylko da, by móc go oglądać w każdym momencie.
  • Zamek ma salę teatralną z 60 miejscami siedzącymi nad którą jest szklany sufit. Co ciekawe dach napędzany jest silnikiem elektrycznym i można go rozsuwać.
  • W sali muzycznej odbyło się kilka wieczorów muzycznych organizowanych przez królową Elżbietę. Meble to dar od Maharadży Kapurtala.

Michał Baranowski
www.naszeszlaki.pl

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.